Kiedyś weekend był czymś na co czekałam z utęsknieniem.... a teraz? wolałabym je wyciąć z kalendarza. Tzn nie chce żebyście przez to zrozumiały, że kompletnie zawaliłam.
W piątek byłam z P. i jego znajomymi na piwie, długo się zastanawiałam czy wypić cokolwiek, ale miałam ochotę się trochę rozluźnić, hamowało mnie głównie to, że po alkoholu robię się okropnie głodna, bałam się napadu. Koniec końców wypiłam trzy piwa. Wiem że to mnóstwo kalorii ale potrzebowałam tego, napić się, pojść spać i w końcu porządnie się wyspać.
Całą sobotę i niedzielę spędziliśmy razem, więc musiałam trochę więcej jeść. Ogólnie jadłam ogólnie ok 1000 kcal dziennie, więc tragedii nie ma, ale to dużo, dla mnie za dużo, chce jeść mniej, chcę chudnąć. W sobotę naszło mnie też na porządki, zrobiłam pranie (nie mam pralki na stancji więc ręcznie), pościerałam kurze, poukładałam w szafkach., Niedziela oprócz ok godzinnego spaceru była leniwa.
Muszę wydłubać w tym wszystkim czas na naukę, bo znowu narobię sobie zaległości i ciężko mi będzie nadrobić...
Mam nadzieję, że u was w porządku, trzymajcie się :*
niedziela, 21 października 2012
czwartek, 18 października 2012
Dawno nie było tak dobrze:) wiem, to dopiero cztery dni a przede mną dużo więcej, ale mam dużo optymizmu:) czasem mam chwile zwątpienia, chciałabym zjeść coś kalorycznego i nie przejmować się tym, ale tak się nie da. Ukrywam przed moim P., że znowu liczę kalorie. Kiedyś o tym wiedział i po pewnym czasie zaczął mi robić wyrzuty, że jem o wiele za mało. Także teraz robię to w tajemnicy, a jak odkryje to trudno, na siłę mi jedzenia do buzi nie wciśnie.
Wczoraj i dziś miałam też pokusy, które o dziwo przezwyciężyłam. Otóż uwielbiam naleśniki, pod każdą postacią. Wczoraj mama P. zrobiła, a ja patrzyłam jak pochłania 5 zużywając na nie całe pudełko śmietany, a ja nie skusiłam się nawet na jednego. A dzisiaj znów na okienku poszłam do barku na uczelni z koleżankami. Zamówiły sobie naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną, a ja dzielnie popijałam jedynie zieloną herbatkę. Nie powiem, miałam na nie straszną ochotę bo są pyszne, także mogę uznać to za duży sukces :)
Ogólnie nic ciekawego się w moim życiu nie dzieje, wszystko kręci się głównie wokół P. uczelni. Jutro wychodzimy z jego znajomymi. Pójdziemy pewnie do baru i będę miała straszny dylemat. Nie wiem czy napić się piwa tak jak wszyscy, ale jest to kaloryczne a tak dobrze mi idzie. Z drugiej strony nie wiem czy tam będzie coś ciekawego do zamówienia, może ewentualnie zwykła czarna herbata, za którą nie przepadam. Z chęcią napiłabym się piwa, ale nie chcę zawalić, po nim robię się zaraz głodna, boję się, że mogłabym mieć napad.
Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, także się zastanowię ewentualnie zobaczę co jest w menu.
Nie wiem czy napiszę wcześniej niż w niedzielę, bo będzie u mnie mój P., ale może mi się uda zajrzeć do was chociaż na chwilę. Trzymajcie się;)
Wczoraj i dziś miałam też pokusy, które o dziwo przezwyciężyłam. Otóż uwielbiam naleśniki, pod każdą postacią. Wczoraj mama P. zrobiła, a ja patrzyłam jak pochłania 5 zużywając na nie całe pudełko śmietany, a ja nie skusiłam się nawet na jednego. A dzisiaj znów na okienku poszłam do barku na uczelni z koleżankami. Zamówiły sobie naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną, a ja dzielnie popijałam jedynie zieloną herbatkę. Nie powiem, miałam na nie straszną ochotę bo są pyszne, także mogę uznać to za duży sukces :)
Ogólnie nic ciekawego się w moim życiu nie dzieje, wszystko kręci się głównie wokół P. uczelni. Jutro wychodzimy z jego znajomymi. Pójdziemy pewnie do baru i będę miała straszny dylemat. Nie wiem czy napić się piwa tak jak wszyscy, ale jest to kaloryczne a tak dobrze mi idzie. Z drugiej strony nie wiem czy tam będzie coś ciekawego do zamówienia, może ewentualnie zwykła czarna herbata, za którą nie przepadam. Z chęcią napiłabym się piwa, ale nie chcę zawalić, po nim robię się zaraz głodna, boję się, że mogłabym mieć napad.
Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, także się zastanowię ewentualnie zobaczę co jest w menu.
Nie wiem czy napiszę wcześniej niż w niedzielę, bo będzie u mnie mój P., ale może mi się uda zajrzeć do was chociaż na chwilę. Trzymajcie się;)
środa, 17 października 2012
Lubię obudzić się w dobrym nastroju. Cieszę si, że nie schrzaniłam, chociaż wieczorem miałam okropny kryzys, byłam głodna, ale wiedziałam, że nie mogę nic zjeść, nie mogę się poddać. No i udało się :)
Miałam wczoraj pierwsze zajęcia z hiszpańskiego. Kurs zapowiada się ciekawie, nie będziemy zbytnio skupiać się na gramatyce, chodzi o to żebyśmy potrafiły porozumieć się w codziennych sytuacjach. oprócz normalnych zajęć w sali, co drugi piątek będziemy wychodzić gdzieś na miasto, żeby tam poćwiczyć różne zwroty hiszpańskie - np. w ten piątek idziemy do jakiejś kawiarni i każda z nas ma spróbować coś zamówić po hiszpańsku. Ogólnie grupa składa się z samych dziewczyn - jest nas 6, no chyba że ktoś nie przyszedł na pierwsze zajęcia. A zajęcia prowadzi dziewczyna z Serbii, ma 23 lata i jest bardzo sympatyczna.
Jeżeli chodzi o dietę to jest w porządku, jem to co sobie zaplanuję. Doszłam do wniosku, że jeżeli dzień wcześniej zaplanuje sobie co zjem, to łatwiej będzie mi się tego trzymać. Chociaż nie zawsze mogę to zrobić dokładnie, bo czasem od razu po zajęciach jadę do chłopaka i muszę coś tam zjeść a nie wiem co będzie akurat miał. Tak więc na dziś mam zaplanowane 386 kcal + to co zjem u mojego P. Postaram się wybrać najmniejsze zło z tego co będzie miał, czasem ma jakieś zupy więc zjem jeżeli tak będzie.
Jestem pełna motywacji, zapomniałam już jakie przyjemne może być uczucie głodu. Powinnam jeszcze zacząć ćwiczyć, ale będę to wprowadzać stopniowo, żeby nie rzucić się na głęboką wodę i potem zrezygnować bo nie będę dawać radę.
Także powoli, krok po kroku, do celu;) trzymajcie się:*
Miałam wczoraj pierwsze zajęcia z hiszpańskiego. Kurs zapowiada się ciekawie, nie będziemy zbytnio skupiać się na gramatyce, chodzi o to żebyśmy potrafiły porozumieć się w codziennych sytuacjach. oprócz normalnych zajęć w sali, co drugi piątek będziemy wychodzić gdzieś na miasto, żeby tam poćwiczyć różne zwroty hiszpańskie - np. w ten piątek idziemy do jakiejś kawiarni i każda z nas ma spróbować coś zamówić po hiszpańsku. Ogólnie grupa składa się z samych dziewczyn - jest nas 6, no chyba że ktoś nie przyszedł na pierwsze zajęcia. A zajęcia prowadzi dziewczyna z Serbii, ma 23 lata i jest bardzo sympatyczna.
Jeżeli chodzi o dietę to jest w porządku, jem to co sobie zaplanuję. Doszłam do wniosku, że jeżeli dzień wcześniej zaplanuje sobie co zjem, to łatwiej będzie mi się tego trzymać. Chociaż nie zawsze mogę to zrobić dokładnie, bo czasem od razu po zajęciach jadę do chłopaka i muszę coś tam zjeść a nie wiem co będzie akurat miał. Tak więc na dziś mam zaplanowane 386 kcal + to co zjem u mojego P. Postaram się wybrać najmniejsze zło z tego co będzie miał, czasem ma jakieś zupy więc zjem jeżeli tak będzie.
Jestem pełna motywacji, zapomniałam już jakie przyjemne może być uczucie głodu. Powinnam jeszcze zacząć ćwiczyć, ale będę to wprowadzać stopniowo, żeby nie rzucić się na głęboką wodę i potem zrezygnować bo nie będę dawać radę.
Także powoli, krok po kroku, do celu;) trzymajcie się:*
wtorek, 16 października 2012
Przepraszam, że mnie tyle nie był. Miałam napisać jak tylko odzyskam dostęp do neta, ale zaczęły się zajęcia i siedziałam od rana do wieczora na uczelni, poza tym musiałam spędzać trochę czasu z chłopakiem, w efekcie wracałam do domu i kładłam się spać.
Na szczęście z uczelnią się już ogarnęłam, egzaminy pozdawałam, egzaminu na prawko niestety nie, przez własną głupotę. No nic, mam nadzieję, że następnym razem dam radę.
Przez to, że całe dnie siedziałam na uczelni jadłam byle co, więc nie mogę się pochwalić żadnymi efektami :( ale nie chcę do tego wracać, zawaliłam ale trzeba się podnieść i wziąć za siebie. Wczorajszy bilans to 603 kcal, dziś na razie też idzie zgodnie z planem, mam nadzieje że nie zawalę i nie przekroczę tego co zaplanowałam na dziś - 592 kcal. W porównaniu z bilansami, które miałam kiedyś to dużo, ale ciężko się od razu przestawić.
Zapisałam się też na kurs hiszpańskiego. Już od dawna chciałam się nauczyć tego języka, ale nie miałam motywacji żeby sama do tego siąść. Teraz nadarzyła się okazja - 8 tygodni kursu za 200 zł. Bardzo dużo się w tym czasie nie nauczę, ale ogarnę podstawy i może będzie mi łatwiej samej do tego siąść.
Mam nadzieję, że u Was wszytko w porządku, zaraz poodwiedzam Wasze blogi ;)
Trzymajcie się :**
Na szczęście z uczelnią się już ogarnęłam, egzaminy pozdawałam, egzaminu na prawko niestety nie, przez własną głupotę. No nic, mam nadzieję, że następnym razem dam radę.
Przez to, że całe dnie siedziałam na uczelni jadłam byle co, więc nie mogę się pochwalić żadnymi efektami :( ale nie chcę do tego wracać, zawaliłam ale trzeba się podnieść i wziąć za siebie. Wczorajszy bilans to 603 kcal, dziś na razie też idzie zgodnie z planem, mam nadzieje że nie zawalę i nie przekroczę tego co zaplanowałam na dziś - 592 kcal. W porównaniu z bilansami, które miałam kiedyś to dużo, ale ciężko się od razu przestawić.
Zapisałam się też na kurs hiszpańskiego. Już od dawna chciałam się nauczyć tego języka, ale nie miałam motywacji żeby sama do tego siąść. Teraz nadarzyła się okazja - 8 tygodni kursu za 200 zł. Bardzo dużo się w tym czasie nie nauczę, ale ogarnę podstawy i może będzie mi łatwiej samej do tego siąść.
Mam nadzieję, że u Was wszytko w porządku, zaraz poodwiedzam Wasze blogi ;)
Trzymajcie się :**
wtorek, 18 września 2012
Na razie sobie radzę. Ciasto w lodówce zbytnio nie kusi, cukierki w torebce czekają aż zawiozę je mojemu P.
Wczorajszy bilans:
3 łyżki płatków owsianych ze szklanką mleka 1.5 %
1/3 woreczka ryżu z sosem salsa domowej roboty i 4 małymi kosteczkami piersi z kurczaka
2 łyżki babcinej sałatki, jakiejś z kukurydzą, serem, selerem i nie wiem co tam jeszcze było
Do tego opijam się zieloną herbatą i wodą.
Na jazdach było nieźle, ale boję się że nie zdam egzaminu ze względu na to, że często przekraczam prędkość. Lubię szybko jeździć, a w mieście o przekroczenie prędkości nie trudno. Instruktor śmiał się ze mnie, że raptem 26 godzina w samochodzie a mnie denerwuje wolna jazda za innymi samochodami.
Przytłacza mnie ilość nauki, na szczęście okazało się, że jeden z egzaminów które miałam mieć będzie nie w ten lecz następny czwartek. Bardzo mnie to cieszy, będę mogła się lepiej przygotować a już raz oblałam poprawkę z tego przedmiotu - ogromnie uwielbiam panią doktor za danie nam kolejnej szansy.
Czasem sobie myślę, że nie nadaję się na dwa kierunki. Jakoś poprzednią sesję zdałam, z tą się jeszcze męczę. Problem w tym, że wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, nie uczę się systematycznie i potem w okresie zaliczeń po prostu nie daję sobie rady z ilością materiału, który muszę sobie przyswoić. Może w tym roku się ogarnę, jeżeli nie to akurat zrobię licencjat na jednym kierunku i nie będę go kontynuować a magisterkę zrobię z tego drugiego, bardziej mi ma nim zależy.
Teraz przez kilka dni nie będę pisać. Jadę dziś na stancję a tam internet będę miała dopiero od października. A u chłopaka raczej nie dam rady nic skrobnąć, za duże ryzyko że się zorientuje. Na weekend jadę do babci na urodziny bratowej, racji że mój chłopak jedzie ze mną, też może mi się nie uda nic napisać, ale jak już będę miała okazję, to zdam relację z tego jak mi szło;)
Trzymajcie się :*
Wczorajszy bilans:
3 łyżki płatków owsianych ze szklanką mleka 1.5 %
1/3 woreczka ryżu z sosem salsa domowej roboty i 4 małymi kosteczkami piersi z kurczaka
2 łyżki babcinej sałatki, jakiejś z kukurydzą, serem, selerem i nie wiem co tam jeszcze było
Do tego opijam się zieloną herbatą i wodą.
Na jazdach było nieźle, ale boję się że nie zdam egzaminu ze względu na to, że często przekraczam prędkość. Lubię szybko jeździć, a w mieście o przekroczenie prędkości nie trudno. Instruktor śmiał się ze mnie, że raptem 26 godzina w samochodzie a mnie denerwuje wolna jazda za innymi samochodami.
Przytłacza mnie ilość nauki, na szczęście okazało się, że jeden z egzaminów które miałam mieć będzie nie w ten lecz następny czwartek. Bardzo mnie to cieszy, będę mogła się lepiej przygotować a już raz oblałam poprawkę z tego przedmiotu - ogromnie uwielbiam panią doktor za danie nam kolejnej szansy.
Czasem sobie myślę, że nie nadaję się na dwa kierunki. Jakoś poprzednią sesję zdałam, z tą się jeszcze męczę. Problem w tym, że wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, nie uczę się systematycznie i potem w okresie zaliczeń po prostu nie daję sobie rady z ilością materiału, który muszę sobie przyswoić. Może w tym roku się ogarnę, jeżeli nie to akurat zrobię licencjat na jednym kierunku i nie będę go kontynuować a magisterkę zrobię z tego drugiego, bardziej mi ma nim zależy.
Teraz przez kilka dni nie będę pisać. Jadę dziś na stancję a tam internet będę miała dopiero od października. A u chłopaka raczej nie dam rady nic skrobnąć, za duże ryzyko że się zorientuje. Na weekend jadę do babci na urodziny bratowej, racji że mój chłopak jedzie ze mną, też może mi się nie uda nic napisać, ale jak już będę miała okazję, to zdam relację z tego jak mi szło;)
Trzymajcie się :*
niedziela, 16 września 2012
Ja vs obiad u dziadków
Dzisiejszy dzień miną mi naukowo - rodzinnie. Wstałam ok godziny 11... Nie wiem jak ja mogę tyle spać, spałam 11 godzin a po obudzeniu się czułam się niewyspana...
Dzisiaj był obiad z okazji imienin dziadka, okazja do tego żeby babcia miała okazje do przygotowania miliarda potraw, które nie wiadomo kto zje.... Nie byłam tam długo, w końcu musiałam wracać do nauki której mam mnóstwo, także miałam dobrą wymówkę i zmyłam się zanim babcia zdążyła podać ciasto :) Zjadłam trochę rosołu z makaronem, na szczęście babcia się postarała i nie był tłusty. Potem drugie danie, babcia zrobiła gotowaną marchewkę, kalafiora na parze, sałatkę z fetą i wyłożyła marynowane buraczki. Wzięłam wszystkiego po troszeczku i miałam pełny talerz warzyw, do tego wybrałam sobie najmniejszy kawałeczek mięsa jaki był. Moi dziadkowie mają działkę i w sezonie kiedy są owoce, moja babcia robi przepyszne jogurty. Niestety są z cukrem, ale skusiłam się na pół szklaneczki, nie mogłam się oprzeć żeby nie wziąć wogóle. Z racji że wstałam bardzo późno to nie jadłam śniadania, ale mój tata zrobił sok marchwiowo - jabłkowy (bez cukru) więc wypiłam szklankę, bo w końcu zdrowe i niezbyt kaloryczne. I w sumie to tyle na dziś, wróciłam od babci objedzona obiadem i od tamtej pory popijałam tylko zieloną herbatkę. W sumie jestem głodna, już od jakiegoś czasu, ale przecież nie będę jeść o tej porze.
Jutro od samego rana muszę się znowu brać do nauki. Wstanę wcześniej bo o 13 mam jazdy (robię prawko). Z racji że najbliższe miasto w którym mogę zdawać egzamin oddalone jest o godzinę drogi, to zawsze jeździmy w dwie osoby i taki wypad trwa 6 godzin. Tyle dobrego, że jak nic nie wezmę to nic nie zjem w tym czasie, z tym że ciężko mi będzie nadrobić ten czas, który powinnam wykorzystać na naukę, ale jeździć też muszę, 28 mam egzamin.
Dzisiaj ogólnie mam dużo energii, nauka mi dawno tak dobrze nie szła. Niestety nie znalazłam czasu na ćwiczenia, myśle że nadejdą dopiero w przyszłym tygodniu jak już się uporam z egzaminami. Na razie więc obedę tylko ograniczać jedzenie.
Dziękuje za słowa wsparcia, wiem że ciężko będzie wrócić, ale z wami dam radę :*
Dzisiaj był obiad z okazji imienin dziadka, okazja do tego żeby babcia miała okazje do przygotowania miliarda potraw, które nie wiadomo kto zje.... Nie byłam tam długo, w końcu musiałam wracać do nauki której mam mnóstwo, także miałam dobrą wymówkę i zmyłam się zanim babcia zdążyła podać ciasto :) Zjadłam trochę rosołu z makaronem, na szczęście babcia się postarała i nie był tłusty. Potem drugie danie, babcia zrobiła gotowaną marchewkę, kalafiora na parze, sałatkę z fetą i wyłożyła marynowane buraczki. Wzięłam wszystkiego po troszeczku i miałam pełny talerz warzyw, do tego wybrałam sobie najmniejszy kawałeczek mięsa jaki był. Moi dziadkowie mają działkę i w sezonie kiedy są owoce, moja babcia robi przepyszne jogurty. Niestety są z cukrem, ale skusiłam się na pół szklaneczki, nie mogłam się oprzeć żeby nie wziąć wogóle. Z racji że wstałam bardzo późno to nie jadłam śniadania, ale mój tata zrobił sok marchwiowo - jabłkowy (bez cukru) więc wypiłam szklankę, bo w końcu zdrowe i niezbyt kaloryczne. I w sumie to tyle na dziś, wróciłam od babci objedzona obiadem i od tamtej pory popijałam tylko zieloną herbatkę. W sumie jestem głodna, już od jakiegoś czasu, ale przecież nie będę jeść o tej porze.
Jutro od samego rana muszę się znowu brać do nauki. Wstanę wcześniej bo o 13 mam jazdy (robię prawko). Z racji że najbliższe miasto w którym mogę zdawać egzamin oddalone jest o godzinę drogi, to zawsze jeździmy w dwie osoby i taki wypad trwa 6 godzin. Tyle dobrego, że jak nic nie wezmę to nic nie zjem w tym czasie, z tym że ciężko mi będzie nadrobić ten czas, który powinnam wykorzystać na naukę, ale jeździć też muszę, 28 mam egzamin.
Dzisiaj ogólnie mam dużo energii, nauka mi dawno tak dobrze nie szła. Niestety nie znalazłam czasu na ćwiczenia, myśle że nadejdą dopiero w przyszłym tygodniu jak już się uporam z egzaminami. Na razie więc obedę tylko ograniczać jedzenie.
Dziękuje za słowa wsparcia, wiem że ciężko będzie wrócić, ale z wami dam radę :*
sobota, 15 września 2012
Powrót???
Jeżeli chodzi o moje byłe plany odnośnie odchudzania.... to była jedna wielka klapa.... wystarczyło, że popsułam raz a wszystko się posypało.... Chyba dlatego przestałam pisać, nie miałam już do tego siły, chciałam zrobić tylko chwilę przerwy, pozbierać się a nie było mnie tak długo. Zazwyczaj zamartwiam się w samotności, ale kilka razy nie wytrzymałam i miałam załamanie psychiczne przy moim chłopaku. Płakałam, żaliłam się, a on nie mógł tego zrozumieć, dla niego jestem piękna taka jaka jestem ale ja nie potrafię siebie zaakceptować, próbowałam ale nie potrafię. Muszę się wystrzegać takich sytuacji, przynajmniej przy nim udawać, że jest ok. Bardzo go kocham, a wiem że go ranię tak się zachowując. A nie mogę go stracić, w piątek będzie nasza pierwsza rocznica, jest dla mnie ogromnym wsparciem, bez niego załamałabym się kompletnie.
Obecnie ważę około 64 kg. Nie wiem dokładnie, przez całe wakacje nie stawałam na wadze, a co jeśli okaże się że jest jeszcze więcej?
Ostatnio coraz częściej zaglądałam na blogi i postanowiłam.... wracam, nie od jutra, nie za tydzień tylko dzisiaj! Co prawda jeżeli chodzi o ćwiczenia to na razie za dużo nie pokombinuję bo w przyszłym tygodniu mam 3 egzaminy, ale tak mi to wszystko nie chce wchodzić do głowy.... Próbuję się uczyć, ale co chwilę łapię się na tym, że myślę o czymś innym, podziwiam ludzi którzy tak po prostu potrafią siąść i się nauczyć.
W tym roku będę miała trochę więcej pieniążków niż wcześniej, bo nie palę już normalnych papierosów. Zainwestowałam w e-papierosa i wydaję dużo mniej, a na dodatek nie śmierdzę i podobno są mniej szkodliwe niż normalne. I mój chłopak będzie pracował jeżeli uda mu się to pogodzić z planem. Co prawda tylko dwa dni w tygodniu i nie będzie dużo pieniążków ale zawsze to coś. Może uda mi się go namówić na siłownie, będzie to dla mnie większą motywacją żeby ćwiczyć i chodzić tam regularnie. Tylko boję się że zacznie się nadmiernie przeciążać, a już dwa razy miał operację na przepuklinę pachwinową... Chcieliśmy też regularnie zacząć chodzić na tenisa, ale w zimie jest to drogie i tygodniowo kosztowałoby to nas ok 120 zł a niestety nie stać nas na taki wydatek :(
Nie mam jakiegoś konkretnego plany na odchudzanie, wiem że to wszystko będzie zależało od mojego planu, czy będę miała czas zjeść w domu czy cały czas będę na uczelni. Musiałam zmienić stancję i będę mieszkać w pokoju dwuosobowym. Będę rzadziej spędzać całe dnie (i noce) z moim P., ale dzięki temu nie będzie widział też dokładnie ile jem. Będę też miała dużo bliżej na uczelnię, niecałe 10 min spacerkiem. Wiem, że gdybym mieszkała dalej to mogłabym więcej spacerować, ale i tak pewnie bym jeździła autobusami a przynajmniej w zimie, albo dlatego że za późno wstałam i na piechotkę nie zdążę. No i muszę zacząć regularnie ćwiczyć, bardzo spodobała mi się pierwsza płyta Ewy Chodakowskiej, mimo że ćwiczyłam z nią tylko raz. Mam też trzecią, ale jeszcze jej nie włączałam, drugą niestety przegapiłam.
Muszę też całkowicie zrezygnować ze słodyczy, niby zje się niedużo, a tyle zgubnych kalorii... Tak wogóle to nie wiem czy będę je liczyć, na razie postaram się ograniczyć ilość tego co jem, na razie nie czuję sięjeszcze silna na taką szczegółową kontrolę....
Obecnie ważę około 64 kg. Nie wiem dokładnie, przez całe wakacje nie stawałam na wadze, a co jeśli okaże się że jest jeszcze więcej?
Ostatnio coraz częściej zaglądałam na blogi i postanowiłam.... wracam, nie od jutra, nie za tydzień tylko dzisiaj! Co prawda jeżeli chodzi o ćwiczenia to na razie za dużo nie pokombinuję bo w przyszłym tygodniu mam 3 egzaminy, ale tak mi to wszystko nie chce wchodzić do głowy.... Próbuję się uczyć, ale co chwilę łapię się na tym, że myślę o czymś innym, podziwiam ludzi którzy tak po prostu potrafią siąść i się nauczyć.
W tym roku będę miała trochę więcej pieniążków niż wcześniej, bo nie palę już normalnych papierosów. Zainwestowałam w e-papierosa i wydaję dużo mniej, a na dodatek nie śmierdzę i podobno są mniej szkodliwe niż normalne. I mój chłopak będzie pracował jeżeli uda mu się to pogodzić z planem. Co prawda tylko dwa dni w tygodniu i nie będzie dużo pieniążków ale zawsze to coś. Może uda mi się go namówić na siłownie, będzie to dla mnie większą motywacją żeby ćwiczyć i chodzić tam regularnie. Tylko boję się że zacznie się nadmiernie przeciążać, a już dwa razy miał operację na przepuklinę pachwinową... Chcieliśmy też regularnie zacząć chodzić na tenisa, ale w zimie jest to drogie i tygodniowo kosztowałoby to nas ok 120 zł a niestety nie stać nas na taki wydatek :(
Nie mam jakiegoś konkretnego plany na odchudzanie, wiem że to wszystko będzie zależało od mojego planu, czy będę miała czas zjeść w domu czy cały czas będę na uczelni. Musiałam zmienić stancję i będę mieszkać w pokoju dwuosobowym. Będę rzadziej spędzać całe dnie (i noce) z moim P., ale dzięki temu nie będzie widział też dokładnie ile jem. Będę też miała dużo bliżej na uczelnię, niecałe 10 min spacerkiem. Wiem, że gdybym mieszkała dalej to mogłabym więcej spacerować, ale i tak pewnie bym jeździła autobusami a przynajmniej w zimie, albo dlatego że za późno wstałam i na piechotkę nie zdążę. No i muszę zacząć regularnie ćwiczyć, bardzo spodobała mi się pierwsza płyta Ewy Chodakowskiej, mimo że ćwiczyłam z nią tylko raz. Mam też trzecią, ale jeszcze jej nie włączałam, drugą niestety przegapiłam.
Muszę też całkowicie zrezygnować ze słodyczy, niby zje się niedużo, a tyle zgubnych kalorii... Tak wogóle to nie wiem czy będę je liczyć, na razie postaram się ograniczyć ilość tego co jem, na razie nie czuję sięjeszcze silna na taką szczegółową kontrolę....
poniedziałek, 14 maja 2012
Czas na zmiany
Przepraszam, że mnie nie było ale miałam problemy z internetem, a jak już został naprawiony to nie mogłam tutaj wejść bo z chłopakiem siedziałam :/. Postanowiłam, że czas coś zmienić, bo ostatnio nie potrafię się trzymać narzuconego sobie jadłospisu. Jem za dużo więcej i zaczyna mnie to denerwować, szczególnie że nie potrafię tego opanować... I 2 kg na wadze do przodu:( zamiast robić dalej postępy to ja się cofam...
Dlatego postanowiłam sobie, że od jutra przechodzę na dietę Dukana. Jest bardzo restrykcyjna, szczególnie na początku ale ja lubie jeść takie rzeczy. I kiedyś dałam rade, może z niewielkimi odchyleniami jak np. szklanka soku w pierwszej fazie, ale udało mi się sporo schudnąć i wiem, że teraz też dam radę, teraz jestem silniejsza niż byłam wtedy!
Poodwiedzam Was wszystkie wieczorem, bo teraz muszę wyjść. Trzymajcie się:*
Dlatego postanowiłam sobie, że od jutra przechodzę na dietę Dukana. Jest bardzo restrykcyjna, szczególnie na początku ale ja lubie jeść takie rzeczy. I kiedyś dałam rade, może z niewielkimi odchyleniami jak np. szklanka soku w pierwszej fazie, ale udało mi się sporo schudnąć i wiem, że teraz też dam radę, teraz jestem silniejsza niż byłam wtedy!
Poodwiedzam Was wszystkie wieczorem, bo teraz muszę wyjść. Trzymajcie się:*
niedziela, 29 kwietnia 2012
Drugi dzień w domu a jeszcze nie zabrałam się za żadną robotę. Jak tak dalej pójdzie to nic nie zrobię. Muszę się jakoś ogarnąć.
Dietowo idzie dobrze, nie przekraczam 500 kcal, od 4 dni codziennie ćwiczę. będąc w domu jeżdżę na rowerze, potem robię brzuszki, pompki itd. Mam nadzieję, że wyrobię sobie nawyk codziennego ćwiczenia. Oprócz chudnięcia z wagi chcę sobie wymodelować sylwetkę, zresztą przy ćwiczeniach szybciej się tłuszcz spala. Ładna pogoda sprzyja rowerowym wypadom, mam nadzieję że tak będzie przez cały tydzień bo potem znowu nie będę miała możliwości jeździć na rowerze.
Musiałam dziś się powstrzymać, żeby nie zjeść wszystkiego co jest w domu. było ciężko, ale dałam radę. W pewnym momencie miłam ochotę wywalić do kosza wszystko co jest do jedzenia. Rodzice by mnie chyba zabili.
Czasem mam już dość swojej obsesji, ciągle liczę kalorie, wydaje mi się że cały czas jest tego za dużo. Ale nie potrafię inaczej, ciągle mi się wydaje że mimo że niby jem niewiele to zacznę tyć, a nie chcę, boję się tego, chcę osiągnąć swój cel. We wtorek jadę na dwa dni do babci. To będzie wyzwanie, jak byłam tam na święta to kompletnie zawaliłam. Boję się że będzie tak samo, mam nadzieję, że nie przyjdzie babci do głowy pieczenie ciasta. Planują robić grilla, na szczęście moi rodzice wiedzą, że jem tylko drobiowe mięso i to akceptują więc kupią mi pierś z kurczaka albo indyka. Może ją zjem, a może nakarmię psa tak jak dzisiaj. Muszę ciąć kalorie gdzie się tylko da.Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś żyć bez strachu, że dopadnie mnie napad, że po prostu nie będę umiała jeść więcej niż niezbędne minimum. O ile by było łatwiej, to całe jedzenie by tak nie kusiło.
Ściągnęłam sobie przed chwilą książkę Joyce Carol Oates - zabiorę Cie tam. Nie mam co robić wieczorem więc trochę poczytam. Mam nadzieję, że będzie ciekawa, bo mam ochotę na jakąś fajną książkę.
Więc lecę was poodwiedzać i zabieram się do czytania :)
Dietowo idzie dobrze, nie przekraczam 500 kcal, od 4 dni codziennie ćwiczę. będąc w domu jeżdżę na rowerze, potem robię brzuszki, pompki itd. Mam nadzieję, że wyrobię sobie nawyk codziennego ćwiczenia. Oprócz chudnięcia z wagi chcę sobie wymodelować sylwetkę, zresztą przy ćwiczeniach szybciej się tłuszcz spala. Ładna pogoda sprzyja rowerowym wypadom, mam nadzieję że tak będzie przez cały tydzień bo potem znowu nie będę miała możliwości jeździć na rowerze.
Musiałam dziś się powstrzymać, żeby nie zjeść wszystkiego co jest w domu. było ciężko, ale dałam radę. W pewnym momencie miłam ochotę wywalić do kosza wszystko co jest do jedzenia. Rodzice by mnie chyba zabili.
Czasem mam już dość swojej obsesji, ciągle liczę kalorie, wydaje mi się że cały czas jest tego za dużo. Ale nie potrafię inaczej, ciągle mi się wydaje że mimo że niby jem niewiele to zacznę tyć, a nie chcę, boję się tego, chcę osiągnąć swój cel. We wtorek jadę na dwa dni do babci. To będzie wyzwanie, jak byłam tam na święta to kompletnie zawaliłam. Boję się że będzie tak samo, mam nadzieję, że nie przyjdzie babci do głowy pieczenie ciasta. Planują robić grilla, na szczęście moi rodzice wiedzą, że jem tylko drobiowe mięso i to akceptują więc kupią mi pierś z kurczaka albo indyka. Może ją zjem, a może nakarmię psa tak jak dzisiaj. Muszę ciąć kalorie gdzie się tylko da.Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś żyć bez strachu, że dopadnie mnie napad, że po prostu nie będę umiała jeść więcej niż niezbędne minimum. O ile by było łatwiej, to całe jedzenie by tak nie kusiło.
Ściągnęłam sobie przed chwilą książkę Joyce Carol Oates - zabiorę Cie tam. Nie mam co robić wieczorem więc trochę poczytam. Mam nadzieję, że będzie ciekawa, bo mam ochotę na jakąś fajną książkę.
Więc lecę was poodwiedzać i zabieram się do czytania :)
czwartek, 26 kwietnia 2012
Jest dobrze:)
Udało mi się jakoś podnieść po porażce:) co prawda nie robiłam głodówki ale jadłam bardzo mało, udało mi się wrócić do tego jak jadłam zanim zaczęłam zawalać:)
Dzisiaj waga pokazała 61.6 kg, co oznacza że odkąd zaczęłam prowadzić bloga ubyło mi jakieś 6.5 kg, czyli 8.5 odkąd zaczęłam się restrykcyjnie odchudzać. W końcu udało mi się wejść w spodnie, w które się nie mieściłam. Mam nadzieję, że przez weekend majowy uda mi się osiągnąć pierwszy cel 60 kg i będę mogła dążyć do następnego. Nie mam dobrej wagi w domu więc będę mogła się zważyć dopiero jak wrócę, tak bardzo chciałabym zobaczyć 5 z przodu.
To że udało mi się już tyle zrzucić, motywuje mnie do działania, ale wiem, że gdybym tak nie zawalała przez pewien okres było by teraz mniej na wadze. Ale trzeba się uczyć na własnych błędach, dążyć do tego by się nie powtórzyły i działać!
Dzisiaj czeka mnie nauka, jutro mam kolokwium i chcę się do niego porządnie przygotować. Liczyliśmy na godziny rektorskie ze względu na wybory nowego rektora, ale są tylko do 13 i kolokwium się odbędzie. Jakoś ostatnio bardziej zależy mi na ocenach, szkoda że nie przyłożyłam się w pierwszym semestrze, mogłabym powalczyć o stypendium. No ale trudno, może uda się w przyszłym roku...
Na szczęście mam dzisiaj prawie cały dzień wolny, miałam tylko jedne zajęcia, a oprócz nauki czeka na mnie wielka sterta prania i trochę posprzątać bym chciała skoro mam dużo czasu.
Tak więc trzymajcie się;)
Dzisiaj waga pokazała 61.6 kg, co oznacza że odkąd zaczęłam prowadzić bloga ubyło mi jakieś 6.5 kg, czyli 8.5 odkąd zaczęłam się restrykcyjnie odchudzać. W końcu udało mi się wejść w spodnie, w które się nie mieściłam. Mam nadzieję, że przez weekend majowy uda mi się osiągnąć pierwszy cel 60 kg i będę mogła dążyć do następnego. Nie mam dobrej wagi w domu więc będę mogła się zważyć dopiero jak wrócę, tak bardzo chciałabym zobaczyć 5 z przodu.
To że udało mi się już tyle zrzucić, motywuje mnie do działania, ale wiem, że gdybym tak nie zawalała przez pewien okres było by teraz mniej na wadze. Ale trzeba się uczyć na własnych błędach, dążyć do tego by się nie powtórzyły i działać!
Dzisiaj czeka mnie nauka, jutro mam kolokwium i chcę się do niego porządnie przygotować. Liczyliśmy na godziny rektorskie ze względu na wybory nowego rektora, ale są tylko do 13 i kolokwium się odbędzie. Jakoś ostatnio bardziej zależy mi na ocenach, szkoda że nie przyłożyłam się w pierwszym semestrze, mogłabym powalczyć o stypendium. No ale trudno, może uda się w przyszłym roku...
Na szczęście mam dzisiaj prawie cały dzień wolny, miałam tylko jedne zajęcia, a oprócz nauki czeka na mnie wielka sterta prania i trochę posprzątać bym chciała skoro mam dużo czasu.
Tak więc trzymajcie się;)
niedziela, 22 kwietnia 2012
Jeszcze walczę
Przepraszam, że mnie nie ma, że nie piszę ale po prostu nie mam co, nie chcę pisać o tym, że ciągle zawalam, wpieprzam byle co w ogromnych ilościach. Wróciłam do stylu żywienia sprzed diety a to jest masakra. Ale jeszcze się nie poddałam. Nie mogę się poddać, nie chcę być słaba, chcę osiągnąć to, o czym marzę.
Mam tydzień żeby jakoś unormować swój jadłospis, potem jadę na tydzień do domu. Jeżeli się nie ogarnę to będę tam zawalać dalej, łatwiej mi będzie sobie poradzić jeżeli będę miała świadomość, że nie mogę znowu zawalić. Bo na razie nie zawalam znowu tylko zawalam cały czas. I muszę ograniczyć wizyty u chłopaka, bo łatwiej odmówić teściowej mówiąc że jadłam w domu niż jak siedzę tam cały czas i widzi co jem. Jutro do wieczora siedzę sama, może uda mi się zrobić chociaż jeden dzień głodówki żeby organizm chociaż częściowo pozbył się tego co w niego władowałam. Na na szczęście na najbliższy czas mam sporo roboty, zbliżają się zaliczenia, muszę napisać pierwszy rozdział pracy licencjackiej. Postaram się przyłożyć i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę, będę miała dużo zajętego czasu, będzie łatwiej nie jeść a przynajmniej lepsze efekty tego wszystkiego będą.
Mam nadzieję, że w następnym poście będę mogła napisać, że już jest lepiej, że się ogarnęłąm.
Trzymajcie się:*
Mam tydzień żeby jakoś unormować swój jadłospis, potem jadę na tydzień do domu. Jeżeli się nie ogarnę to będę tam zawalać dalej, łatwiej mi będzie sobie poradzić jeżeli będę miała świadomość, że nie mogę znowu zawalić. Bo na razie nie zawalam znowu tylko zawalam cały czas. I muszę ograniczyć wizyty u chłopaka, bo łatwiej odmówić teściowej mówiąc że jadłam w domu niż jak siedzę tam cały czas i widzi co jem. Jutro do wieczora siedzę sama, może uda mi się zrobić chociaż jeden dzień głodówki żeby organizm chociaż częściowo pozbył się tego co w niego władowałam. Na na szczęście na najbliższy czas mam sporo roboty, zbliżają się zaliczenia, muszę napisać pierwszy rozdział pracy licencjackiej. Postaram się przyłożyć i nie robić wszystkiego na ostatnią chwilę, będę miała dużo zajętego czasu, będzie łatwiej nie jeść a przynajmniej lepsze efekty tego wszystkiego będą.
Mam nadzieję, że w następnym poście będę mogła napisać, że już jest lepiej, że się ogarnęłąm.
Trzymajcie się:*
czwartek, 12 kwietnia 2012
Jakoś udało mi się podnieść po świątecznej klapie, mam nadzieję że nie tylko chwilowo.
Bilans na dziś 324 kcal:
400 ml rosołu (bez makaronu): 196 kcal
3 wafle ryżowe: 75 kcal
3 plasterki serka bieluch lekki: 53 kcal
Planowałam zrobić 2 - 3 dni głodówki ale niestety za dużo czasu spędzam ze swoim chłopakiem a on mi nie pozwala, muszę cokolwiek zjeść:/ na szczęście skutecznie go przekonałam że źle się czuję więc nie wcisnął we mnie nic poza tym rosołem. Kocham go bardzo i wiem że się martwi jak za mało jem, ale strasznie mnie to denerwuje. Nie lubię jak mi się coś wciska, będę chciała to zjem, nie to nie i koniec.
Szukam mobilizacji do ćwiczeń, może jeszcze dzisiaj coś mi się uda chociaż troszkę. Jestem strasznie zmęczona bo od samego rana musiałam na uczelni siedzieć, ale jak się nie zacznę mobilizować pomimo tego to nigdy nic z tego nie będzie. Z jednej strony lubię przebywać na uczelni bo mam mniej okazji żeby coś zjeść, ale z drugiej jak już coś jem to są to niestety rzeczy dużo bardziej kaloryczne niż bym zjadła w domu. Muszę cały czas się czymś zajmować bo czasem z nudów zaczynam zaglądać do lodówki, a potem tego żałuję. Nie lubię swojego lenistwa, zdaję sobie sprawę że taka jestem, ale ciężko mi zrobić cokolwiek w tym kierunku.
Idę się zmobilizować za chwilkę, w pierwszej kolejności ogarnę pokój.
Trzymajcie się;)
Bilans na dziś 324 kcal:
400 ml rosołu (bez makaronu): 196 kcal
3 wafle ryżowe: 75 kcal
3 plasterki serka bieluch lekki: 53 kcal
Planowałam zrobić 2 - 3 dni głodówki ale niestety za dużo czasu spędzam ze swoim chłopakiem a on mi nie pozwala, muszę cokolwiek zjeść:/ na szczęście skutecznie go przekonałam że źle się czuję więc nie wcisnął we mnie nic poza tym rosołem. Kocham go bardzo i wiem że się martwi jak za mało jem, ale strasznie mnie to denerwuje. Nie lubię jak mi się coś wciska, będę chciała to zjem, nie to nie i koniec.
Szukam mobilizacji do ćwiczeń, może jeszcze dzisiaj coś mi się uda chociaż troszkę. Jestem strasznie zmęczona bo od samego rana musiałam na uczelni siedzieć, ale jak się nie zacznę mobilizować pomimo tego to nigdy nic z tego nie będzie. Z jednej strony lubię przebywać na uczelni bo mam mniej okazji żeby coś zjeść, ale z drugiej jak już coś jem to są to niestety rzeczy dużo bardziej kaloryczne niż bym zjadła w domu. Muszę cały czas się czymś zajmować bo czasem z nudów zaczynam zaglądać do lodówki, a potem tego żałuję. Nie lubię swojego lenistwa, zdaję sobie sprawę że taka jestem, ale ciężko mi zrobić cokolwiek w tym kierunku.
Idę się zmobilizować za chwilkę, w pierwszej kolejności ogarnę pokój.
Trzymajcie się;)
środa, 11 kwietnia 2012
No i było tak jak przewidywałam, że będzie... kompletnie zawaliłam:/ i jeszcze do tej pory nie mogłam się pozbierać po świętach. Ale koniec tego, wracam do diety, nie mogę zaprzepaścić wszystkiego co udało mi się do tej pory osiągnąć. Jestem zdołowana tą klapą, ale teraz mam motywację, żeby odzyskać to co straciłam i dalej dążyć do celu. Musi się udać!!!
sobota, 7 kwietnia 2012
święta, święta, święta kurwa święta
Świąteczna atmosfera powoli zaczyna mnie dobijać. Wszędzie widać tony żarcia, każdy mówi może by zrobić to może tamto, może sramto... już mam dość... Jakimś cudem udało mi się powstrzymać przed zjedzeniem ciasta, ale to nie znaczy że jest super. Od jakiegoś czasu nie idzie mi tak jak powinno, mimo że nieznacznie chudnę, nie jestem z siebie zadowolona. Wogóle nie ćwiczę, jedyne co robiłam ostatnio to sprzątanie, prasowanie itp. A miałam czas na ćwiczenia, nie mogę powiedzieć, że nie bo to nie prawda. Muszę się wziąć za siebie. Na dodatek od jakiegoś czasu prawie codziennie dorzucam coś do jadłospisu i to zazwyczaj coś słodkiego. MASAKRA! :/ Jak się szybko nie ogarnę to całkowicie zarzucę dietę i przytyje z powrotem to co schudłam.
Potrzebuję siły i motywacji.... Nie wiem co mam robić, potrzebuję porządnego kopa w dupę... Jeszcze jutro zejdzie się rodzinka, z reguły wszyscy się obżerają, boję się, że jak zobaczę jak wszyscy jedzą to i ja rzucę się na jedzenie. Nie chcę, nie mogę, nie ma takiej opcji!!! Nienawidzę siebie, nie chcę siedzieć u babci, chcę wrócić do siebie na stancję, jeść tylko to co mogę, wywalić wszystko co mi może zaszkodzić, od czego mogę przytyć chociaż odrobinkę... Potrzebuję nakupować wszelkie niskokaloryczne produkty, wrócić do ścisłego jadłospisu!!
Czuję nadchodzącą falę depresji, wszystko idzie nie po mojej myśli, czuję się straaaasznie grubo!!!!!!!! :(
Muszę gdzieś poszukać motywacji, ale nie mam pojęcia gdzie, moja własna zaczyna upadać....Jedyne co potrafię to leżenie, żarcie i tycie ://///
Potrzebuję siły i motywacji.... Nie wiem co mam robić, potrzebuję porządnego kopa w dupę... Jeszcze jutro zejdzie się rodzinka, z reguły wszyscy się obżerają, boję się, że jak zobaczę jak wszyscy jedzą to i ja rzucę się na jedzenie. Nie chcę, nie mogę, nie ma takiej opcji!!! Nienawidzę siebie, nie chcę siedzieć u babci, chcę wrócić do siebie na stancję, jeść tylko to co mogę, wywalić wszystko co mi może zaszkodzić, od czego mogę przytyć chociaż odrobinkę... Potrzebuję nakupować wszelkie niskokaloryczne produkty, wrócić do ścisłego jadłospisu!!
Czuję nadchodzącą falę depresji, wszystko idzie nie po mojej myśli, czuję się straaaasznie grubo!!!!!!!! :(
Muszę gdzieś poszukać motywacji, ale nie mam pojęcia gdzie, moja własna zaczyna upadać....Jedyne co potrafię to leżenie, żarcie i tycie ://///
wtorek, 27 marca 2012
Trochę czasu mnie to nie było, ale uczelnia, chłopak itp, to wszystko sprawia, że nie mam prawie wolnej chwili.
Jak na razie idzie dobrze, waga powolutku, ale spada. Mobilizuję się do ćwiczeń, wczoraj biegałam 20 min na orbitreku i robiłam brzuszki, miałam dzisiaj pójść pobiegać, ale nie wiem co z tym będzie. N razie jestem padnięta, dopiero co wróciłam z uczelni. No i zakwasy... Ale przynajmniej porobię brzuszki, coś się porozciągam i jakieś ćwiczenia na inne partie mięśni.
Wiosna za oknem, od razu chce się więcej robić i wszystko łatwiej przychodzi:) autobus zamieniłam na spacery, same plusy z ładniejszej pogody:) Najgorsze że samej mi się ciężko zmobilizować żeby pójść na spacer a mojego chłopaka ciężko na taki wypad namówić. I muszę już bardziej kombinować przy nim, ostatnio zaczął mi na zakupach robić wyrzuty, że nie jem normalnie, że to co jem to jest zdecydowanie za mało itp... Stwierdziłam, ze skoro nic mi nie jest to znaczy że mi tyle wystarczy, coś jeszcze pomarudził, ale rozmowa już była skończona, z reszta nie lubię z nim na ten temat rozmawiać.
Chwila odpoczynku i czas się brać za coś do roboty;) Pozdrawiam:**
Jak na razie idzie dobrze, waga powolutku, ale spada. Mobilizuję się do ćwiczeń, wczoraj biegałam 20 min na orbitreku i robiłam brzuszki, miałam dzisiaj pójść pobiegać, ale nie wiem co z tym będzie. N razie jestem padnięta, dopiero co wróciłam z uczelni. No i zakwasy... Ale przynajmniej porobię brzuszki, coś się porozciągam i jakieś ćwiczenia na inne partie mięśni.
Wiosna za oknem, od razu chce się więcej robić i wszystko łatwiej przychodzi:) autobus zamieniłam na spacery, same plusy z ładniejszej pogody:) Najgorsze że samej mi się ciężko zmobilizować żeby pójść na spacer a mojego chłopaka ciężko na taki wypad namówić. I muszę już bardziej kombinować przy nim, ostatnio zaczął mi na zakupach robić wyrzuty, że nie jem normalnie, że to co jem to jest zdecydowanie za mało itp... Stwierdziłam, ze skoro nic mi nie jest to znaczy że mi tyle wystarczy, coś jeszcze pomarudził, ale rozmowa już była skończona, z reszta nie lubię z nim na ten temat rozmawiać.
Chwila odpoczynku i czas się brać za coś do roboty;) Pozdrawiam:**
środa, 21 marca 2012
Dziękuję Wam za słowa wsparcia :*
Niestety nie będę mogła zaglądać tu codziennie żeby coś naskrobać, ale będę to robiła jak tylko znajdę wolną chwilkę. Siedząc w domu mogłam przesiadywać tu cały czas, niestety weekend nie był wieczny i trzeba było wrócić na uczelnię. Również czekał tu na mnie mój chłopak, który z reguły nie odstępuje mnie kiedy tylko się da więc mam ograniczone możliwości. Wie, że się odchudzam, liczę kalorie, nawet udaje mi się mu wmówić że 400 kcal to dużo (na szczęście nie ma zielonego pojęcia o kaloriach itp.) :D
Niestety uczelnia nie wpływa dobrze na dietowanie, z tego względu że działam w kole naukowym i czasem zdarza mi się siedzieć tam po 12 godzin, no i wtedy ciężko się skupić na robocie jak burczy w brzuchu. No ale ogólnie większych grzechów nie popełniłam oprócz kawałka sernika wczoraj, ale chyba mogę zgonić winę na okres?:D Na szczęście nie był duży, wiem że ogromnego wpływu na moją dietę nie wywarł, ale i tak byłam zła na siebie że go zjadłam.
Niestety nie miałam kompletnie czasu na ćwiczenia. Starałam się robić trochę brzuszków chociaż, ale ten tydzień jest okropny, jeszcze dwa kolosy mnie czekają jutro i w piątek :( no nic trzeba się uczyć...
Oczywiście pododaje wagę, wzrost i wasze linki, tylko do tej pory nie miałam zbytnio czasu..
Trzymajcie się:*
Niestety nie będę mogła zaglądać tu codziennie żeby coś naskrobać, ale będę to robiła jak tylko znajdę wolną chwilkę. Siedząc w domu mogłam przesiadywać tu cały czas, niestety weekend nie był wieczny i trzeba było wrócić na uczelnię. Również czekał tu na mnie mój chłopak, który z reguły nie odstępuje mnie kiedy tylko się da więc mam ograniczone możliwości. Wie, że się odchudzam, liczę kalorie, nawet udaje mi się mu wmówić że 400 kcal to dużo (na szczęście nie ma zielonego pojęcia o kaloriach itp.) :D
Niestety uczelnia nie wpływa dobrze na dietowanie, z tego względu że działam w kole naukowym i czasem zdarza mi się siedzieć tam po 12 godzin, no i wtedy ciężko się skupić na robocie jak burczy w brzuchu. No ale ogólnie większych grzechów nie popełniłam oprócz kawałka sernika wczoraj, ale chyba mogę zgonić winę na okres?:D Na szczęście nie był duży, wiem że ogromnego wpływu na moją dietę nie wywarł, ale i tak byłam zła na siebie że go zjadłam.
Niestety nie miałam kompletnie czasu na ćwiczenia. Starałam się robić trochę brzuszków chociaż, ale ten tydzień jest okropny, jeszcze dwa kolosy mnie czekają jutro i w piątek :( no nic trzeba się uczyć...
Oczywiście pododaje wagę, wzrost i wasze linki, tylko do tej pory nie miałam zbytnio czasu..
Trzymajcie się:*
sobota, 17 marca 2012
kolejny dzień zmagań
Dzisiaj pobiłam samą siebie. Mało, mało malutko. Chociaż nie jest idealnie bo mogłam zjeść coś np mniej kalorycznego niż smażony kotlet sojowy, ale równie dobrze mogłam zjeść ich np więcej.
A więc bilans dnia na dzisiaj:
Serek wiejski z rzodkiewką - 116,5 kcal
Trochę rosołu z makaronem - 149 kcal
Kotlet sojowy - 78 kcal
Marchew - 12 kcal
Brokuły - 27 kcal
Brukselka - 18 kcal
(wszystkie warzywa na parze)
Co daje piękną sumę 400,5 kcal:) no i do tego kawa i 2 herbatki zielone, i woda, woda, woda.... :)
Jeżeli chodzi o ćwiczenia, to zaczynam się poprawiać, jeździłam 70 min na rowerku (taka piękna pogoda, nie można było tego zmarnować) i zrobiłam 50 brzuszków.
I spacery:)
To już piąty dzień mojej diety, i z każdym dniem jest coraz lepiej:) nie mogę się doczekać aż stanę na wagę, żeby sprawdzić rezultaty. No i muszę też zainwestować w miarkę żeby sprawdzać wymiary.
Kupiłam sobie dziś peeling do ciała oraz Slim Extreme 3D Termoaktywne Serum wyszczuplające z Eveline, mam nadzieję że przyniesie efekty, bo grzeje jak w piecu :D
Szkoda że na rower będę mogła wsiąść dopiero za jakieś trzy tygodnie jak przyjadę do domu na święta, bo tam gdzie studiuję nie miałabym go gdzie trzymać a jutro już powrót....
Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego chcę być szczupła, dlaczego trzymam się takiej restrykcyjnej diety. Mogłabym chudnąć powolutku, nieznacznie obniżając kalorie. Równie dobrze mogłabym nie robić nic, osoby z większą wagą od mojej czują się dobrze w swoim ciele.
Wszystko zaczęło się w podstawówce, dojrzewanie, rosną cycki. Byłam wtedy szczupła, ale rozwijałam się dużo szybciej niż koleżanki (czyt. duże cycki - winie za to moje babcie). Oczywiście koledzy zaczęli zwracać na to uwagę. Oczywiście nie w sposób dyskretny, z daleka, czy docinając mi. Bezczelnie mnie obmacywali, nic nie pomagało, krzyki, groźby, liście w twarz. Byłam zamknięta w sobie, nikomu o tym nie powiedziałam, dusiłam to w sobie. Potem mój brat. Na szczęście do niczego nie doszło. To było w 1 gimnazjum, zaczął mnie obmacywać, rozbierać, zachęcał żebym się dla niego rozbierała. Namawiał mnie też do seksu, ale na szczęście nigdy do tego nie doszło. Czułam się strasznie źle, nie wiedziałam jak to wszystko skończyć. W efekcie zaczęłam to wszystko zajadać, w drugiej gimnazjum przytyłam 20kg, mimo że cały czas, od kilku lat miałam regularny kontakt ze sportem.
No i rodzice - zawsze mi mówili nie jedz tego, tamtego, przytyjesz, coś Ci brzuch bardziej sterczy, a kiedy przytyłam to się zaczęło -gruba świnio itp itd. Popadłam w kompleksy nienawidzę samej siebie.
Do tej pory nieudane związki z mężczyznami- jeden wykorzystał i zostawił, potem przespałam się z kolesiem, który się mną zainteresował - byłam przekonana że do niczego innego sięnie nadaję, facetom potrzebna jestem tylko do zaspokajania potrzeb.
Potem nadszedł pierwszy stały związek, myślałam że jestem coś warta, można mnie kochać - okazało się że facet mnie zdradza.
To wszystko sprawiło, że chcę się zmienić, chcę się sobie podobać, a przy okazji i innym. Nie chcę, żeby jedyne co we mnie widzieli to duże cycki.
Teraz jestem w związku od pół roku i jestem szczęśliwa, ale nadal niezadowolona z mojego wyglądu. Mogłabym się nie zmieniać, mój chłopak powtarza, że dla niego zawsze będę piękna, ale akceptuję to że chcę się zmienić mimo iż twierdzi że to mi nie potrzebne. Ale ja się boję. Boję się że kiedyś spotka jakąś piękną, szczupłą pannę i pomyśli - nie chcę być już więcej z tą grubą świnią. I mnie zostawi. Tego się boje w tym momencie najbardziej...
Przepraszam że zanudzam tym wszystkim, ale miałam potrzebę to z siebie wyrzucić. Nikomu nigdy o tym nie mówiłam.... Ale to wszystko we mnie siedzi, nie chce wyjść z mojej głowy, mam nadzieję, że będzie stopniowo znikać wraz ze zgubionymi kg...
Trzymajcie się i dziękuję za rady i słowa wsparcia :*
A więc bilans dnia na dzisiaj:
Serek wiejski z rzodkiewką - 116,5 kcal
Trochę rosołu z makaronem - 149 kcal
Kotlet sojowy - 78 kcal
Marchew - 12 kcal
Brokuły - 27 kcal
Brukselka - 18 kcal
(wszystkie warzywa na parze)
Co daje piękną sumę 400,5 kcal:) no i do tego kawa i 2 herbatki zielone, i woda, woda, woda.... :)
Jeżeli chodzi o ćwiczenia, to zaczynam się poprawiać, jeździłam 70 min na rowerku (taka piękna pogoda, nie można było tego zmarnować) i zrobiłam 50 brzuszków.
I spacery:)
To już piąty dzień mojej diety, i z każdym dniem jest coraz lepiej:) nie mogę się doczekać aż stanę na wagę, żeby sprawdzić rezultaty. No i muszę też zainwestować w miarkę żeby sprawdzać wymiary.
Kupiłam sobie dziś peeling do ciała oraz Slim Extreme 3D Termoaktywne Serum wyszczuplające z Eveline, mam nadzieję że przyniesie efekty, bo grzeje jak w piecu :D
Szkoda że na rower będę mogła wsiąść dopiero za jakieś trzy tygodnie jak przyjadę do domu na święta, bo tam gdzie studiuję nie miałabym go gdzie trzymać a jutro już powrót....
Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego chcę być szczupła, dlaczego trzymam się takiej restrykcyjnej diety. Mogłabym chudnąć powolutku, nieznacznie obniżając kalorie. Równie dobrze mogłabym nie robić nic, osoby z większą wagą od mojej czują się dobrze w swoim ciele.
Wszystko zaczęło się w podstawówce, dojrzewanie, rosną cycki. Byłam wtedy szczupła, ale rozwijałam się dużo szybciej niż koleżanki (czyt. duże cycki - winie za to moje babcie). Oczywiście koledzy zaczęli zwracać na to uwagę. Oczywiście nie w sposób dyskretny, z daleka, czy docinając mi. Bezczelnie mnie obmacywali, nic nie pomagało, krzyki, groźby, liście w twarz. Byłam zamknięta w sobie, nikomu o tym nie powiedziałam, dusiłam to w sobie. Potem mój brat. Na szczęście do niczego nie doszło. To było w 1 gimnazjum, zaczął mnie obmacywać, rozbierać, zachęcał żebym się dla niego rozbierała. Namawiał mnie też do seksu, ale na szczęście nigdy do tego nie doszło. Czułam się strasznie źle, nie wiedziałam jak to wszystko skończyć. W efekcie zaczęłam to wszystko zajadać, w drugiej gimnazjum przytyłam 20kg, mimo że cały czas, od kilku lat miałam regularny kontakt ze sportem.
No i rodzice - zawsze mi mówili nie jedz tego, tamtego, przytyjesz, coś Ci brzuch bardziej sterczy, a kiedy przytyłam to się zaczęło -gruba świnio itp itd. Popadłam w kompleksy nienawidzę samej siebie.
Do tej pory nieudane związki z mężczyznami- jeden wykorzystał i zostawił, potem przespałam się z kolesiem, który się mną zainteresował - byłam przekonana że do niczego innego sięnie nadaję, facetom potrzebna jestem tylko do zaspokajania potrzeb.
Potem nadszedł pierwszy stały związek, myślałam że jestem coś warta, można mnie kochać - okazało się że facet mnie zdradza.
To wszystko sprawiło, że chcę się zmienić, chcę się sobie podobać, a przy okazji i innym. Nie chcę, żeby jedyne co we mnie widzieli to duże cycki.
Teraz jestem w związku od pół roku i jestem szczęśliwa, ale nadal niezadowolona z mojego wyglądu. Mogłabym się nie zmieniać, mój chłopak powtarza, że dla niego zawsze będę piękna, ale akceptuję to że chcę się zmienić mimo iż twierdzi że to mi nie potrzebne. Ale ja się boję. Boję się że kiedyś spotka jakąś piękną, szczupłą pannę i pomyśli - nie chcę być już więcej z tą grubą świnią. I mnie zostawi. Tego się boje w tym momencie najbardziej...
Przepraszam że zanudzam tym wszystkim, ale miałam potrzebę to z siebie wyrzucić. Nikomu nigdy o tym nie mówiłam.... Ale to wszystko we mnie siedzi, nie chce wyjść z mojej głowy, mam nadzieję, że będzie stopniowo znikać wraz ze zgubionymi kg...
Trzymajcie się i dziękuję za rady i słowa wsparcia :*
piątek, 16 marca 2012
Pierwszy post, jeden z wielu, moje zmagania...
Powracam do pisania bloga. Robiłam to dawno, jako zupełnie inna osoba, bez motywacji, bez celu w życiu, zwykłe zakompleksione dziecko.
Tak naprawdę chyba dopiero na studiach uświadomiłam sobie, że trzeba wziąć życie we własne ręce. Nie ma na co czekać, samo nic do mnie nie przyjdzie, z nieba nie spadnie.
Powracam NOWA, SILNA JA!!! Nadal z dużą wagą, ale z dużą motywacją do działania.
Wiem, że nie można wyznaczać sobie od razu nie wiadomo jakich celów. Powoli stopniowo, je określać, dążyć do nimi nawet małymi kroczkami, byle się nie cofać.
Nie wiem ile w tym momencie ważę, nie jestem w stanie się zważyć, jestem w domu a tu waga źle waży, a na stancji mi się wyczerpała bateria, ale jak tam wrócę to kupię jąw niedziele i poniedziałek i się zważę.
Mój pierwszy cel, wiem, duży ale nie chce ustalać sobie nie wiadomo jakich przedziałów to 60kg.
A co robię żeby to osiągnąć?
Tak naprawdę na porządnej diecie jestem dopiero od wtorku. Ale 3 dni kiedyś było mi ciężko wytrzymać, a teraz mi się udało mimo że miałam wiele okazji by ulegnąć pokusie, a na dodatek czuję siłę by walczyć dalej. Wprowadziłam kilka zasad, nie wprowadziłam ograniczenia kalorycznego, chociaż gdy je podliczałam, to udało mi się nie przekroczyć 700kcal, a wczoraj nawet było poniżej 600:)
A te moje zasady to:
- staram się nie jeść po 20 chociaż czasem to jest ciężkie ze względu no to że do późna siedzę na uczelni,
- ZERO słodyczy
- ograniczam węglowodamy
- stosuję taki częściowy wegetarianizm, tzn z mięs jem tylko drobiowe i ryby, jak i również produkty zwierzęce: jajka, nabiał itp,
-wprowadziłam owoce, których wcześniej jadłam bardzo mało, no i warzyw staram się jeść więcej, ale to muszę dopracować;)
No i pozostaje kwestia ćwiczeń... Z tym jest ogromny problem, nie dlatego ze mi się nie chce tylko że.... no straciłam kondycję całkowicie. Do tej pory nie ćwiczyłam, od długiego czasu, tak naprawdę dopiero skończyłam sesję i brałam antybiotyki:( No ale dzisiaj wybrałam się pobiegać i co? KATASTROFA!. Łącznie biegałam może ok 10 min ale to i z przerwami, myślałam że padnę po tym. No ale... będęnad tym pracować, w końcu nabiorę trochę kondycji:)
To chyba tyle na dzisiaj, strasznie się rozpisałam jak na pierwszą notkę. A więc idę dopijać zieloną herbatkę, poszukać inspiracji i czegoś czym będę mogła urozmaicać bloga:)
Buziaki dla wszystkich którzy tu wejda :***
Tak naprawdę chyba dopiero na studiach uświadomiłam sobie, że trzeba wziąć życie we własne ręce. Nie ma na co czekać, samo nic do mnie nie przyjdzie, z nieba nie spadnie.
Powracam NOWA, SILNA JA!!! Nadal z dużą wagą, ale z dużą motywacją do działania.
Wiem, że nie można wyznaczać sobie od razu nie wiadomo jakich celów. Powoli stopniowo, je określać, dążyć do nimi nawet małymi kroczkami, byle się nie cofać.
Nie wiem ile w tym momencie ważę, nie jestem w stanie się zważyć, jestem w domu a tu waga źle waży, a na stancji mi się wyczerpała bateria, ale jak tam wrócę to kupię jąw niedziele i poniedziałek i się zważę.
Mój pierwszy cel, wiem, duży ale nie chce ustalać sobie nie wiadomo jakich przedziałów to 60kg.
A co robię żeby to osiągnąć?
Tak naprawdę na porządnej diecie jestem dopiero od wtorku. Ale 3 dni kiedyś było mi ciężko wytrzymać, a teraz mi się udało mimo że miałam wiele okazji by ulegnąć pokusie, a na dodatek czuję siłę by walczyć dalej. Wprowadziłam kilka zasad, nie wprowadziłam ograniczenia kalorycznego, chociaż gdy je podliczałam, to udało mi się nie przekroczyć 700kcal, a wczoraj nawet było poniżej 600:)
A te moje zasady to:
- staram się nie jeść po 20 chociaż czasem to jest ciężkie ze względu no to że do późna siedzę na uczelni,
- ZERO słodyczy
- ograniczam węglowodamy
- stosuję taki częściowy wegetarianizm, tzn z mięs jem tylko drobiowe i ryby, jak i również produkty zwierzęce: jajka, nabiał itp,
-wprowadziłam owoce, których wcześniej jadłam bardzo mało, no i warzyw staram się jeść więcej, ale to muszę dopracować;)
No i pozostaje kwestia ćwiczeń... Z tym jest ogromny problem, nie dlatego ze mi się nie chce tylko że.... no straciłam kondycję całkowicie. Do tej pory nie ćwiczyłam, od długiego czasu, tak naprawdę dopiero skończyłam sesję i brałam antybiotyki:( No ale dzisiaj wybrałam się pobiegać i co? KATASTROFA!. Łącznie biegałam może ok 10 min ale to i z przerwami, myślałam że padnę po tym. No ale... będęnad tym pracować, w końcu nabiorę trochę kondycji:)
To chyba tyle na dzisiaj, strasznie się rozpisałam jak na pierwszą notkę. A więc idę dopijać zieloną herbatkę, poszukać inspiracji i czegoś czym będę mogła urozmaicać bloga:)
Buziaki dla wszystkich którzy tu wejda :***
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)