niedziela, 21 października 2012

weekend

Kiedyś weekend był czymś na co czekałam z utęsknieniem.... a teraz? wolałabym je wyciąć z kalendarza. Tzn nie chce żebyście przez to zrozumiały, że kompletnie zawaliłam.

W piątek byłam z P. i jego znajomymi na piwie, długo się zastanawiałam czy wypić cokolwiek, ale miałam ochotę się trochę rozluźnić, hamowało mnie głównie to, że po alkoholu robię się okropnie głodna, bałam się napadu. Koniec końców wypiłam trzy piwa. Wiem że to mnóstwo kalorii ale potrzebowałam tego, napić się, pojść spać i w końcu porządnie się wyspać.

Całą sobotę i niedzielę spędziliśmy razem, więc musiałam trochę więcej jeść. Ogólnie jadłam ogólnie ok 1000 kcal dziennie, więc tragedii nie ma, ale to dużo, dla mnie za dużo, chce jeść mniej, chcę chudnąć. W sobotę naszło mnie też na porządki, zrobiłam pranie (nie mam pralki na  stancji więc ręcznie), pościerałam kurze, poukładałam w szafkach., Niedziela oprócz ok godzinnego spaceru była leniwa.

Muszę wydłubać w tym wszystkim czas na naukę, bo znowu narobię sobie zaległości i ciężko mi będzie nadrobić...

Mam nadzieję, że u was w porządku, trzymajcie się :*

czwartek, 18 października 2012

Dawno nie było tak dobrze:) wiem, to dopiero cztery dni a przede mną dużo więcej, ale mam dużo optymizmu:) czasem mam chwile zwątpienia, chciałabym zjeść coś kalorycznego i nie przejmować się tym, ale tak się nie da. Ukrywam przed moim P., że znowu liczę kalorie. Kiedyś o tym wiedział i po pewnym czasie zaczął mi robić wyrzuty, że jem o wiele za mało. Także teraz robię to w tajemnicy, a jak odkryje to trudno, na siłę mi jedzenia do buzi nie wciśnie.

Wczoraj i dziś miałam też pokusy, które o dziwo przezwyciężyłam. Otóż uwielbiam naleśniki, pod każdą postacią. Wczoraj mama P. zrobiła, a ja patrzyłam jak pochłania 5 zużywając na nie całe pudełko śmietany, a ja nie skusiłam się nawet na jednego. A dzisiaj znów na okienku poszłam do barku na uczelni z koleżankami. Zamówiły sobie naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną, a ja dzielnie popijałam jedynie zieloną herbatkę. Nie powiem, miałam na nie straszną ochotę bo są pyszne, także mogę uznać to za duży sukces :)

Ogólnie nic ciekawego się w moim życiu nie dzieje, wszystko kręci się głównie wokół P. uczelni. Jutro wychodzimy z jego znajomymi. Pójdziemy pewnie do baru i będę miała straszny dylemat. Nie wiem czy napić się piwa tak jak wszyscy, ale jest to kaloryczne a tak dobrze mi idzie. Z drugiej strony nie wiem czy tam będzie coś ciekawego do zamówienia, może ewentualnie zwykła czarna herbata, za którą nie przepadam. Z chęcią napiłabym się piwa, ale nie chcę zawalić, po nim robię się zaraz głodna, boję się, że mogłabym mieć napad.
Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, także się zastanowię ewentualnie zobaczę co jest w menu.

Nie wiem czy napiszę wcześniej niż w niedzielę, bo będzie u mnie mój P., ale może mi się uda zajrzeć do was chociaż na chwilę. Trzymajcie się;)  

środa, 17 października 2012

Lubię obudzić się w dobrym nastroju. Cieszę si, że nie schrzaniłam, chociaż wieczorem miałam okropny kryzys, byłam głodna, ale wiedziałam, że nie mogę nic zjeść, nie mogę się poddać. No i udało się :)

Miałam wczoraj pierwsze zajęcia z hiszpańskiego. Kurs zapowiada się ciekawie, nie będziemy zbytnio skupiać się na gramatyce, chodzi o to żebyśmy potrafiły porozumieć się w codziennych sytuacjach. oprócz normalnych zajęć w sali, co drugi piątek będziemy wychodzić gdzieś na miasto, żeby tam poćwiczyć różne zwroty hiszpańskie - np. w ten piątek idziemy do jakiejś kawiarni i każda z nas ma spróbować coś zamówić po hiszpańsku. Ogólnie grupa składa się z samych dziewczyn - jest nas 6, no chyba że ktoś nie przyszedł na pierwsze zajęcia. A zajęcia prowadzi dziewczyna z Serbii, ma 23 lata i jest bardzo sympatyczna.

Jeżeli chodzi o dietę to jest w porządku, jem to co sobie zaplanuję. Doszłam do wniosku, że jeżeli dzień wcześniej zaplanuje sobie co zjem, to łatwiej będzie mi się tego trzymać. Chociaż nie zawsze mogę to zrobić dokładnie, bo czasem od razu po zajęciach jadę do chłopaka i muszę coś tam zjeść a nie wiem co będzie akurat miał. Tak więc na dziś mam zaplanowane 386 kcal + to co zjem u mojego P. Postaram się wybrać najmniejsze zło z tego co będzie miał, czasem ma jakieś zupy więc zjem jeżeli tak będzie.

Jestem pełna motywacji, zapomniałam już jakie przyjemne może być uczucie głodu. Powinnam jeszcze zacząć ćwiczyć, ale będę to wprowadzać stopniowo, żeby nie rzucić się na głęboką wodę i potem zrezygnować bo nie będę dawać radę.
Także powoli, krok po kroku, do celu;) trzymajcie się:*

wtorek, 16 października 2012

Przepraszam, że mnie tyle nie był. Miałam napisać jak tylko odzyskam dostęp do neta, ale zaczęły się zajęcia  i siedziałam od rana do wieczora na uczelni, poza tym musiałam spędzać trochę czasu z chłopakiem, w efekcie wracałam do domu i kładłam się spać.
 Na szczęście z uczelnią się już ogarnęłam, egzaminy pozdawałam, egzaminu na prawko niestety nie, przez własną głupotę. No nic, mam nadzieję, że następnym razem dam radę.
Przez to,  że całe dnie siedziałam na uczelni jadłam byle co, więc nie mogę się pochwalić żadnymi efektami :( ale nie chcę do tego wracać, zawaliłam ale trzeba się podnieść i wziąć za siebie. Wczorajszy bilans to 603 kcal, dziś na razie też idzie zgodnie z planem, mam nadzieje że nie zawalę i nie przekroczę tego co zaplanowałam na dziś - 592 kcal. W porównaniu z bilansami, które miałam kiedyś to dużo, ale ciężko się od razu przestawić.
Zapisałam się też na kurs hiszpańskiego. Już od dawna chciałam się nauczyć tego języka, ale nie miałam motywacji żeby sama do tego siąść. Teraz nadarzyła się okazja - 8 tygodni kursu za 200 zł. Bardzo dużo się w tym czasie nie nauczę, ale ogarnę podstawy i może będzie mi łatwiej samej do tego siąść.
Mam nadzieję, że u Was wszytko w porządku, zaraz poodwiedzam Wasze blogi ;)
Trzymajcie się :**

wtorek, 18 września 2012

Na razie sobie radzę. Ciasto w lodówce zbytnio nie kusi, cukierki w torebce czekają aż zawiozę je mojemu P.
Wczorajszy bilans:
3 łyżki płatków owsianych ze szklanką mleka 1.5 %
1/3 woreczka ryżu z sosem salsa domowej roboty i 4 małymi kosteczkami piersi z kurczaka
2 łyżki babcinej sałatki, jakiejś z kukurydzą, serem, selerem i nie wiem co tam jeszcze było
Do tego opijam się zieloną herbatą i wodą.

Na jazdach było nieźle, ale boję się że nie zdam egzaminu ze względu na to, że często przekraczam prędkość. Lubię szybko jeździć, a w mieście o przekroczenie prędkości nie trudno. Instruktor śmiał się ze mnie, że raptem 26 godzina w samochodzie a mnie denerwuje wolna jazda za innymi samochodami.

Przytłacza mnie ilość nauki, na szczęście okazało się, że jeden z egzaminów które miałam mieć będzie nie w ten lecz następny czwartek. Bardzo mnie to cieszy, będę mogła się lepiej przygotować a już raz oblałam poprawkę z tego przedmiotu -  ogromnie uwielbiam panią doktor za danie nam kolejnej szansy.

Czasem sobie myślę, że nie nadaję się na dwa kierunki. Jakoś poprzednią sesję zdałam, z tą się jeszcze męczę. Problem w tym, że wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, nie uczę się systematycznie i potem w okresie zaliczeń po prostu nie daję sobie rady z ilością materiału, który muszę sobie przyswoić. Może w tym roku się ogarnę, jeżeli nie to akurat zrobię licencjat na jednym kierunku i nie będę go kontynuować a magisterkę zrobię z tego drugiego, bardziej mi ma nim zależy.

Teraz przez kilka dni nie będę pisać. Jadę dziś na stancję a tam internet będę miała dopiero od października. A u chłopaka raczej nie dam rady nic skrobnąć, za duże ryzyko że się zorientuje. Na weekend jadę do babci na urodziny bratowej,  racji że mój chłopak jedzie ze mną, też może mi się nie uda nic napisać, ale jak już będę miała okazję, to zdam relację z tego jak mi szło;)

Trzymajcie się :*

niedziela, 16 września 2012

Ja vs obiad u dziadków

Dzisiejszy dzień miną mi naukowo - rodzinnie. Wstałam ok godziny 11... Nie wiem jak ja mogę tyle spać, spałam 11 godzin a po obudzeniu się czułam się niewyspana...
Dzisiaj był obiad z okazji imienin dziadka, okazja do tego żeby babcia miała okazje do przygotowania miliarda potraw, które nie wiadomo kto zje.... Nie byłam tam długo, w końcu musiałam wracać do nauki której mam mnóstwo, także miałam dobrą wymówkę i zmyłam się zanim babcia zdążyła podać ciasto :) Zjadłam trochę rosołu z makaronem, na szczęście babcia się postarała i nie był tłusty. Potem drugie danie, babcia zrobiła gotowaną marchewkę, kalafiora na parze, sałatkę z fetą i wyłożyła marynowane buraczki. Wzięłam wszystkiego po troszeczku i miałam pełny talerz warzyw, do tego wybrałam sobie najmniejszy kawałeczek mięsa jaki był. Moi dziadkowie mają działkę i w sezonie kiedy są owoce, moja babcia robi przepyszne jogurty. Niestety są z cukrem, ale skusiłam się na pół szklaneczki, nie mogłam się oprzeć żeby nie wziąć wogóle. Z racji że wstałam bardzo późno to nie jadłam śniadania, ale mój tata zrobił sok marchwiowo - jabłkowy (bez cukru) więc wypiłam szklankę, bo w końcu zdrowe i niezbyt kaloryczne. I w sumie to tyle na dziś, wróciłam od babci objedzona obiadem i od tamtej pory popijałam tylko zieloną herbatkę. W sumie jestem głodna, już od jakiegoś czasu, ale przecież nie będę jeść o tej porze.

Jutro od samego rana muszę się znowu brać do nauki. Wstanę wcześniej bo o 13 mam  jazdy (robię prawko). Z racji że najbliższe miasto w którym mogę zdawać egzamin oddalone jest o godzinę drogi, to zawsze jeździmy w dwie osoby i taki wypad trwa 6 godzin. Tyle dobrego, że jak nic nie wezmę to nic nie zjem w tym czasie, z tym że ciężko mi będzie nadrobić ten czas, który powinnam wykorzystać na naukę, ale jeździć też muszę, 28 mam egzamin.

Dzisiaj ogólnie mam dużo energii, nauka mi dawno tak dobrze nie szła. Niestety nie znalazłam czasu na ćwiczenia, myśle że nadejdą dopiero w przyszłym tygodniu jak już się uporam z egzaminami. Na razie więc obedę tylko ograniczać jedzenie.

Dziękuje za słowa wsparcia, wiem że ciężko będzie wrócić, ale z wami dam radę :*

sobota, 15 września 2012

Powrót???

Jeżeli chodzi o moje byłe plany odnośnie odchudzania.... to była jedna wielka klapa.... wystarczyło, że popsułam raz a wszystko się posypało.... Chyba dlatego przestałam pisać, nie miałam już do tego siły, chciałam zrobić tylko chwilę przerwy, pozbierać się a nie było mnie tak długo. Zazwyczaj zamartwiam się w samotności, ale kilka razy nie wytrzymałam i miałam załamanie psychiczne przy moim chłopaku. Płakałam, żaliłam się, a on nie mógł tego zrozumieć, dla niego jestem piękna taka jaka jestem ale ja nie potrafię siebie zaakceptować, próbowałam ale nie potrafię. Muszę się wystrzegać takich sytuacji, przynajmniej przy nim udawać, że jest ok. Bardzo go kocham, a wiem że go ranię tak się zachowując. A nie mogę go stracić, w piątek będzie nasza pierwsza rocznica, jest dla mnie ogromnym wsparciem, bez niego załamałabym się kompletnie.
Obecnie ważę około 64 kg. Nie wiem dokładnie, przez całe wakacje nie stawałam na wadze, a co jeśli okaże się że jest jeszcze więcej?
Ostatnio coraz częściej zaglądałam na blogi i postanowiłam.... wracam, nie od jutra, nie za tydzień tylko dzisiaj! Co prawda jeżeli chodzi o ćwiczenia to na razie za dużo nie pokombinuję bo w przyszłym tygodniu mam 3 egzaminy, ale tak mi to wszystko nie chce wchodzić do głowy.... Próbuję się uczyć, ale co chwilę łapię się na tym, że myślę o czymś innym, podziwiam ludzi którzy tak po prostu potrafią siąść i się nauczyć.
W tym roku będę miała trochę więcej pieniążków niż wcześniej, bo nie palę już normalnych papierosów. Zainwestowałam w e-papierosa i wydaję dużo mniej, a na dodatek nie śmierdzę i podobno są mniej szkodliwe niż normalne. I mój chłopak będzie pracował jeżeli uda mu się to pogodzić z planem. Co prawda tylko dwa dni w tygodniu i nie będzie dużo pieniążków ale zawsze to coś. Może uda mi się go namówić na siłownie, będzie to dla mnie większą motywacją żeby ćwiczyć i chodzić tam regularnie. Tylko boję się że zacznie się nadmiernie przeciążać, a już dwa razy miał operację na przepuklinę pachwinową... Chcieliśmy też regularnie zacząć chodzić na tenisa, ale w zimie jest to drogie i tygodniowo kosztowałoby to nas ok 120 zł a niestety nie stać nas na taki wydatek :(
Nie mam jakiegoś konkretnego plany na odchudzanie, wiem że to wszystko będzie zależało od mojego planu, czy będę miała czas zjeść w domu czy cały czas będę na uczelni. Musiałam zmienić stancję i będę mieszkać w pokoju dwuosobowym. Będę rzadziej spędzać całe dnie (i noce) z moim P., ale dzięki temu nie będzie widział też dokładnie ile jem. Będę też miała dużo bliżej na uczelnię, niecałe 10 min spacerkiem. Wiem, że gdybym mieszkała dalej to mogłabym więcej spacerować, ale i tak pewnie bym jeździła autobusami a przynajmniej w zimie, albo dlatego że za późno wstałam i na piechotkę nie zdążę. No i muszę zacząć regularnie ćwiczyć, bardzo spodobała mi się pierwsza płyta Ewy Chodakowskiej, mimo że ćwiczyłam z nią tylko raz. Mam też trzecią, ale jeszcze jej nie włączałam, drugą niestety przegapiłam.
Muszę też całkowicie zrezygnować ze słodyczy, niby zje się niedużo, a tyle zgubnych kalorii... Tak wogóle to nie wiem czy będę je liczyć, na razie postaram się ograniczyć ilość tego co jem, na razie nie czuję sięjeszcze silna na taką szczegółową kontrolę....

poniedziałek, 14 maja 2012

Czas na zmiany

Przepraszam, że mnie nie było ale miałam problemy z internetem, a jak już został naprawiony to nie mogłam tutaj wejść bo z chłopakiem siedziałam :/. Postanowiłam, że czas coś zmienić, bo ostatnio nie potrafię się trzymać narzuconego sobie jadłospisu. Jem za dużo więcej i zaczyna mnie to denerwować, szczególnie że nie potrafię tego opanować... I 2 kg na wadze do przodu:( zamiast robić dalej postępy to ja się cofam...
Dlatego postanowiłam sobie, że od jutra przechodzę na dietę Dukana.  Jest bardzo restrykcyjna, szczególnie na początku ale ja lubie jeść takie rzeczy. I kiedyś dałam rade, może z niewielkimi odchyleniami jak np. szklanka soku w pierwszej fazie, ale udało mi się sporo schudnąć i wiem, że teraz też dam radę, teraz jestem silniejsza niż byłam wtedy!
Poodwiedzam Was wszystkie wieczorem, bo teraz muszę wyjść. Trzymajcie się:*

niedziela, 29 kwietnia 2012

Drugi dzień w domu a jeszcze nie zabrałam się za żadną robotę. Jak tak dalej pójdzie to nic nie zrobię. Muszę się jakoś ogarnąć.
Dietowo idzie dobrze, nie przekraczam 500 kcal, od 4 dni codziennie ćwiczę. będąc w domu jeżdżę na rowerze, potem robię brzuszki, pompki itd. Mam nadzieję, że wyrobię sobie nawyk codziennego ćwiczenia. Oprócz chudnięcia z wagi chcę sobie wymodelować sylwetkę, zresztą przy ćwiczeniach szybciej się tłuszcz spala. Ładna pogoda sprzyja rowerowym wypadom, mam nadzieję że tak będzie przez cały tydzień bo potem znowu nie będę miała możliwości jeździć na rowerze.

Musiałam dziś się powstrzymać, żeby nie zjeść wszystkiego co jest w domu. było ciężko, ale dałam radę. W pewnym momencie miłam ochotę wywalić do kosza wszystko co jest do jedzenia. Rodzice by mnie chyba zabili.

Czasem mam już dość swojej obsesji, ciągle liczę kalorie, wydaje mi się że cały czas jest tego za dużo. Ale nie potrafię inaczej,  ciągle mi się wydaje że mimo że niby jem niewiele to zacznę tyć, a nie chcę, boję się tego, chcę osiągnąć swój cel. We wtorek jadę na dwa dni do babci. To będzie wyzwanie, jak byłam tam na święta to kompletnie zawaliłam. Boję się że będzie tak samo, mam nadzieję, że nie przyjdzie babci do głowy pieczenie ciasta. Planują robić grilla, na szczęście moi rodzice wiedzą, że jem tylko drobiowe mięso i to akceptują więc kupią mi pierś z kurczaka albo indyka. Może ją zjem, a może nakarmię psa tak jak dzisiaj. Muszę ciąć kalorie gdzie się tylko da.Mam nadzieję, że będę mogła kiedyś żyć bez strachu, że dopadnie mnie napad, że po prostu nie będę umiała jeść więcej niż niezbędne minimum. O ile by było łatwiej, to całe jedzenie by tak nie kusiło.

Ściągnęłam sobie przed chwilą książkę  Joyce Carol Oates - zabiorę Cie tam. Nie mam co robić wieczorem więc trochę poczytam. Mam nadzieję, że będzie ciekawa, bo mam ochotę na jakąś fajną książkę.
Więc lecę was poodwiedzać i zabieram się do czytania :)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Jest dobrze:)

Udało mi się jakoś podnieść po porażce:) co prawda nie robiłam głodówki ale jadłam bardzo mało, udało mi się wrócić do tego jak jadłam zanim zaczęłam zawalać:)
Dzisiaj waga pokazała 61.6 kg, co oznacza że odkąd zaczęłam prowadzić bloga ubyło mi jakieś 6.5 kg, czyli 8.5 odkąd zaczęłam się restrykcyjnie odchudzać. W końcu udało mi się wejść w spodnie, w które się nie mieściłam. Mam nadzieję, że przez weekend majowy uda mi się osiągnąć pierwszy cel 60 kg i będę mogła dążyć do następnego. Nie mam dobrej wagi w domu więc będę mogła się zważyć dopiero jak wrócę, tak bardzo chciałabym zobaczyć 5 z przodu.
To że udało mi się już tyle zrzucić, motywuje mnie do działania, ale wiem, że gdybym tak nie zawalała przez pewien okres było by teraz mniej na wadze. Ale trzeba się uczyć na własnych błędach, dążyć do tego by się nie powtórzyły i działać!
Dzisiaj czeka mnie nauka, jutro mam kolokwium i chcę się do niego porządnie przygotować. Liczyliśmy na godziny rektorskie ze względu na wybory nowego rektora, ale są tylko do 13 i kolokwium się odbędzie. Jakoś ostatnio bardziej zależy mi na ocenach, szkoda że nie przyłożyłam się w pierwszym semestrze, mogłabym powalczyć o stypendium. No ale trudno, może uda się w przyszłym roku...
Na szczęście mam dzisiaj prawie cały dzień wolny, miałam tylko jedne zajęcia, a oprócz nauki czeka na mnie wielka sterta prania i trochę posprzątać bym chciała skoro mam dużo czasu.
Tak więc trzymajcie się;)