Kiedyś weekend był czymś na co czekałam z utęsknieniem.... a teraz? wolałabym je wyciąć z kalendarza. Tzn nie chce żebyście przez to zrozumiały, że kompletnie zawaliłam.
W piątek byłam z P. i jego znajomymi na piwie, długo się zastanawiałam czy wypić cokolwiek, ale miałam ochotę się trochę rozluźnić, hamowało mnie głównie to, że po alkoholu robię się okropnie głodna, bałam się napadu. Koniec końców wypiłam trzy piwa. Wiem że to mnóstwo kalorii ale potrzebowałam tego, napić się, pojść spać i w końcu porządnie się wyspać.
Całą sobotę i niedzielę spędziliśmy razem, więc musiałam trochę więcej jeść. Ogólnie jadłam ogólnie ok 1000 kcal dziennie, więc tragedii nie ma, ale to dużo, dla mnie za dużo, chce jeść mniej, chcę chudnąć. W sobotę naszło mnie też na porządki, zrobiłam pranie (nie mam pralki na stancji więc ręcznie), pościerałam kurze, poukładałam w szafkach., Niedziela oprócz ok godzinnego spaceru była leniwa.
Muszę wydłubać w tym wszystkim czas na naukę, bo znowu narobię sobie zaległości i ciężko mi będzie nadrobić...
Mam nadzieję, że u was w porządku, trzymajcie się :*
niedziela, 21 października 2012
czwartek, 18 października 2012
Dawno nie było tak dobrze:) wiem, to dopiero cztery dni a przede mną dużo więcej, ale mam dużo optymizmu:) czasem mam chwile zwątpienia, chciałabym zjeść coś kalorycznego i nie przejmować się tym, ale tak się nie da. Ukrywam przed moim P., że znowu liczę kalorie. Kiedyś o tym wiedział i po pewnym czasie zaczął mi robić wyrzuty, że jem o wiele za mało. Także teraz robię to w tajemnicy, a jak odkryje to trudno, na siłę mi jedzenia do buzi nie wciśnie.
Wczoraj i dziś miałam też pokusy, które o dziwo przezwyciężyłam. Otóż uwielbiam naleśniki, pod każdą postacią. Wczoraj mama P. zrobiła, a ja patrzyłam jak pochłania 5 zużywając na nie całe pudełko śmietany, a ja nie skusiłam się nawet na jednego. A dzisiaj znów na okienku poszłam do barku na uczelni z koleżankami. Zamówiły sobie naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną, a ja dzielnie popijałam jedynie zieloną herbatkę. Nie powiem, miałam na nie straszną ochotę bo są pyszne, także mogę uznać to za duży sukces :)
Ogólnie nic ciekawego się w moim życiu nie dzieje, wszystko kręci się głównie wokół P. uczelni. Jutro wychodzimy z jego znajomymi. Pójdziemy pewnie do baru i będę miała straszny dylemat. Nie wiem czy napić się piwa tak jak wszyscy, ale jest to kaloryczne a tak dobrze mi idzie. Z drugiej strony nie wiem czy tam będzie coś ciekawego do zamówienia, może ewentualnie zwykła czarna herbata, za którą nie przepadam. Z chęcią napiłabym się piwa, ale nie chcę zawalić, po nim robię się zaraz głodna, boję się, że mogłabym mieć napad.
Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, także się zastanowię ewentualnie zobaczę co jest w menu.
Nie wiem czy napiszę wcześniej niż w niedzielę, bo będzie u mnie mój P., ale może mi się uda zajrzeć do was chociaż na chwilę. Trzymajcie się;)
Wczoraj i dziś miałam też pokusy, które o dziwo przezwyciężyłam. Otóż uwielbiam naleśniki, pod każdą postacią. Wczoraj mama P. zrobiła, a ja patrzyłam jak pochłania 5 zużywając na nie całe pudełko śmietany, a ja nie skusiłam się nawet na jednego. A dzisiaj znów na okienku poszłam do barku na uczelni z koleżankami. Zamówiły sobie naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną, a ja dzielnie popijałam jedynie zieloną herbatkę. Nie powiem, miałam na nie straszną ochotę bo są pyszne, także mogę uznać to za duży sukces :)
Ogólnie nic ciekawego się w moim życiu nie dzieje, wszystko kręci się głównie wokół P. uczelni. Jutro wychodzimy z jego znajomymi. Pójdziemy pewnie do baru i będę miała straszny dylemat. Nie wiem czy napić się piwa tak jak wszyscy, ale jest to kaloryczne a tak dobrze mi idzie. Z drugiej strony nie wiem czy tam będzie coś ciekawego do zamówienia, może ewentualnie zwykła czarna herbata, za którą nie przepadam. Z chęcią napiłabym się piwa, ale nie chcę zawalić, po nim robię się zaraz głodna, boję się, że mogłabym mieć napad.
Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, także się zastanowię ewentualnie zobaczę co jest w menu.
Nie wiem czy napiszę wcześniej niż w niedzielę, bo będzie u mnie mój P., ale może mi się uda zajrzeć do was chociaż na chwilę. Trzymajcie się;)
środa, 17 października 2012
Lubię obudzić się w dobrym nastroju. Cieszę si, że nie schrzaniłam, chociaż wieczorem miałam okropny kryzys, byłam głodna, ale wiedziałam, że nie mogę nic zjeść, nie mogę się poddać. No i udało się :)
Miałam wczoraj pierwsze zajęcia z hiszpańskiego. Kurs zapowiada się ciekawie, nie będziemy zbytnio skupiać się na gramatyce, chodzi o to żebyśmy potrafiły porozumieć się w codziennych sytuacjach. oprócz normalnych zajęć w sali, co drugi piątek będziemy wychodzić gdzieś na miasto, żeby tam poćwiczyć różne zwroty hiszpańskie - np. w ten piątek idziemy do jakiejś kawiarni i każda z nas ma spróbować coś zamówić po hiszpańsku. Ogólnie grupa składa się z samych dziewczyn - jest nas 6, no chyba że ktoś nie przyszedł na pierwsze zajęcia. A zajęcia prowadzi dziewczyna z Serbii, ma 23 lata i jest bardzo sympatyczna.
Jeżeli chodzi o dietę to jest w porządku, jem to co sobie zaplanuję. Doszłam do wniosku, że jeżeli dzień wcześniej zaplanuje sobie co zjem, to łatwiej będzie mi się tego trzymać. Chociaż nie zawsze mogę to zrobić dokładnie, bo czasem od razu po zajęciach jadę do chłopaka i muszę coś tam zjeść a nie wiem co będzie akurat miał. Tak więc na dziś mam zaplanowane 386 kcal + to co zjem u mojego P. Postaram się wybrać najmniejsze zło z tego co będzie miał, czasem ma jakieś zupy więc zjem jeżeli tak będzie.
Jestem pełna motywacji, zapomniałam już jakie przyjemne może być uczucie głodu. Powinnam jeszcze zacząć ćwiczyć, ale będę to wprowadzać stopniowo, żeby nie rzucić się na głęboką wodę i potem zrezygnować bo nie będę dawać radę.
Także powoli, krok po kroku, do celu;) trzymajcie się:*
Miałam wczoraj pierwsze zajęcia z hiszpańskiego. Kurs zapowiada się ciekawie, nie będziemy zbytnio skupiać się na gramatyce, chodzi o to żebyśmy potrafiły porozumieć się w codziennych sytuacjach. oprócz normalnych zajęć w sali, co drugi piątek będziemy wychodzić gdzieś na miasto, żeby tam poćwiczyć różne zwroty hiszpańskie - np. w ten piątek idziemy do jakiejś kawiarni i każda z nas ma spróbować coś zamówić po hiszpańsku. Ogólnie grupa składa się z samych dziewczyn - jest nas 6, no chyba że ktoś nie przyszedł na pierwsze zajęcia. A zajęcia prowadzi dziewczyna z Serbii, ma 23 lata i jest bardzo sympatyczna.
Jeżeli chodzi o dietę to jest w porządku, jem to co sobie zaplanuję. Doszłam do wniosku, że jeżeli dzień wcześniej zaplanuje sobie co zjem, to łatwiej będzie mi się tego trzymać. Chociaż nie zawsze mogę to zrobić dokładnie, bo czasem od razu po zajęciach jadę do chłopaka i muszę coś tam zjeść a nie wiem co będzie akurat miał. Tak więc na dziś mam zaplanowane 386 kcal + to co zjem u mojego P. Postaram się wybrać najmniejsze zło z tego co będzie miał, czasem ma jakieś zupy więc zjem jeżeli tak będzie.
Jestem pełna motywacji, zapomniałam już jakie przyjemne może być uczucie głodu. Powinnam jeszcze zacząć ćwiczyć, ale będę to wprowadzać stopniowo, żeby nie rzucić się na głęboką wodę i potem zrezygnować bo nie będę dawać radę.
Także powoli, krok po kroku, do celu;) trzymajcie się:*
wtorek, 16 października 2012
Przepraszam, że mnie tyle nie był. Miałam napisać jak tylko odzyskam dostęp do neta, ale zaczęły się zajęcia i siedziałam od rana do wieczora na uczelni, poza tym musiałam spędzać trochę czasu z chłopakiem, w efekcie wracałam do domu i kładłam się spać.
Na szczęście z uczelnią się już ogarnęłam, egzaminy pozdawałam, egzaminu na prawko niestety nie, przez własną głupotę. No nic, mam nadzieję, że następnym razem dam radę.
Przez to, że całe dnie siedziałam na uczelni jadłam byle co, więc nie mogę się pochwalić żadnymi efektami :( ale nie chcę do tego wracać, zawaliłam ale trzeba się podnieść i wziąć za siebie. Wczorajszy bilans to 603 kcal, dziś na razie też idzie zgodnie z planem, mam nadzieje że nie zawalę i nie przekroczę tego co zaplanowałam na dziś - 592 kcal. W porównaniu z bilansami, które miałam kiedyś to dużo, ale ciężko się od razu przestawić.
Zapisałam się też na kurs hiszpańskiego. Już od dawna chciałam się nauczyć tego języka, ale nie miałam motywacji żeby sama do tego siąść. Teraz nadarzyła się okazja - 8 tygodni kursu za 200 zł. Bardzo dużo się w tym czasie nie nauczę, ale ogarnę podstawy i może będzie mi łatwiej samej do tego siąść.
Mam nadzieję, że u Was wszytko w porządku, zaraz poodwiedzam Wasze blogi ;)
Trzymajcie się :**
Na szczęście z uczelnią się już ogarnęłam, egzaminy pozdawałam, egzaminu na prawko niestety nie, przez własną głupotę. No nic, mam nadzieję, że następnym razem dam radę.
Przez to, że całe dnie siedziałam na uczelni jadłam byle co, więc nie mogę się pochwalić żadnymi efektami :( ale nie chcę do tego wracać, zawaliłam ale trzeba się podnieść i wziąć za siebie. Wczorajszy bilans to 603 kcal, dziś na razie też idzie zgodnie z planem, mam nadzieje że nie zawalę i nie przekroczę tego co zaplanowałam na dziś - 592 kcal. W porównaniu z bilansami, które miałam kiedyś to dużo, ale ciężko się od razu przestawić.
Zapisałam się też na kurs hiszpańskiego. Już od dawna chciałam się nauczyć tego języka, ale nie miałam motywacji żeby sama do tego siąść. Teraz nadarzyła się okazja - 8 tygodni kursu za 200 zł. Bardzo dużo się w tym czasie nie nauczę, ale ogarnę podstawy i może będzie mi łatwiej samej do tego siąść.
Mam nadzieję, że u Was wszytko w porządku, zaraz poodwiedzam Wasze blogi ;)
Trzymajcie się :**
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)