wtorek, 18 września 2012

Na razie sobie radzę. Ciasto w lodówce zbytnio nie kusi, cukierki w torebce czekają aż zawiozę je mojemu P.
Wczorajszy bilans:
3 łyżki płatków owsianych ze szklanką mleka 1.5 %
1/3 woreczka ryżu z sosem salsa domowej roboty i 4 małymi kosteczkami piersi z kurczaka
2 łyżki babcinej sałatki, jakiejś z kukurydzą, serem, selerem i nie wiem co tam jeszcze było
Do tego opijam się zieloną herbatą i wodą.

Na jazdach było nieźle, ale boję się że nie zdam egzaminu ze względu na to, że często przekraczam prędkość. Lubię szybko jeździć, a w mieście o przekroczenie prędkości nie trudno. Instruktor śmiał się ze mnie, że raptem 26 godzina w samochodzie a mnie denerwuje wolna jazda za innymi samochodami.

Przytłacza mnie ilość nauki, na szczęście okazało się, że jeden z egzaminów które miałam mieć będzie nie w ten lecz następny czwartek. Bardzo mnie to cieszy, będę mogła się lepiej przygotować a już raz oblałam poprawkę z tego przedmiotu -  ogromnie uwielbiam panią doktor za danie nam kolejnej szansy.

Czasem sobie myślę, że nie nadaję się na dwa kierunki. Jakoś poprzednią sesję zdałam, z tą się jeszcze męczę. Problem w tym, że wszystko zostawiam na ostatnią chwilę, nie uczę się systematycznie i potem w okresie zaliczeń po prostu nie daję sobie rady z ilością materiału, który muszę sobie przyswoić. Może w tym roku się ogarnę, jeżeli nie to akurat zrobię licencjat na jednym kierunku i nie będę go kontynuować a magisterkę zrobię z tego drugiego, bardziej mi ma nim zależy.

Teraz przez kilka dni nie będę pisać. Jadę dziś na stancję a tam internet będę miała dopiero od października. A u chłopaka raczej nie dam rady nic skrobnąć, za duże ryzyko że się zorientuje. Na weekend jadę do babci na urodziny bratowej,  racji że mój chłopak jedzie ze mną, też może mi się nie uda nic napisać, ale jak już będę miała okazję, to zdam relację z tego jak mi szło;)

Trzymajcie się :*

niedziela, 16 września 2012

Ja vs obiad u dziadków

Dzisiejszy dzień miną mi naukowo - rodzinnie. Wstałam ok godziny 11... Nie wiem jak ja mogę tyle spać, spałam 11 godzin a po obudzeniu się czułam się niewyspana...
Dzisiaj był obiad z okazji imienin dziadka, okazja do tego żeby babcia miała okazje do przygotowania miliarda potraw, które nie wiadomo kto zje.... Nie byłam tam długo, w końcu musiałam wracać do nauki której mam mnóstwo, także miałam dobrą wymówkę i zmyłam się zanim babcia zdążyła podać ciasto :) Zjadłam trochę rosołu z makaronem, na szczęście babcia się postarała i nie był tłusty. Potem drugie danie, babcia zrobiła gotowaną marchewkę, kalafiora na parze, sałatkę z fetą i wyłożyła marynowane buraczki. Wzięłam wszystkiego po troszeczku i miałam pełny talerz warzyw, do tego wybrałam sobie najmniejszy kawałeczek mięsa jaki był. Moi dziadkowie mają działkę i w sezonie kiedy są owoce, moja babcia robi przepyszne jogurty. Niestety są z cukrem, ale skusiłam się na pół szklaneczki, nie mogłam się oprzeć żeby nie wziąć wogóle. Z racji że wstałam bardzo późno to nie jadłam śniadania, ale mój tata zrobił sok marchwiowo - jabłkowy (bez cukru) więc wypiłam szklankę, bo w końcu zdrowe i niezbyt kaloryczne. I w sumie to tyle na dziś, wróciłam od babci objedzona obiadem i od tamtej pory popijałam tylko zieloną herbatkę. W sumie jestem głodna, już od jakiegoś czasu, ale przecież nie będę jeść o tej porze.

Jutro od samego rana muszę się znowu brać do nauki. Wstanę wcześniej bo o 13 mam  jazdy (robię prawko). Z racji że najbliższe miasto w którym mogę zdawać egzamin oddalone jest o godzinę drogi, to zawsze jeździmy w dwie osoby i taki wypad trwa 6 godzin. Tyle dobrego, że jak nic nie wezmę to nic nie zjem w tym czasie, z tym że ciężko mi będzie nadrobić ten czas, który powinnam wykorzystać na naukę, ale jeździć też muszę, 28 mam egzamin.

Dzisiaj ogólnie mam dużo energii, nauka mi dawno tak dobrze nie szła. Niestety nie znalazłam czasu na ćwiczenia, myśle że nadejdą dopiero w przyszłym tygodniu jak już się uporam z egzaminami. Na razie więc obedę tylko ograniczać jedzenie.

Dziękuje za słowa wsparcia, wiem że ciężko będzie wrócić, ale z wami dam radę :*

sobota, 15 września 2012

Powrót???

Jeżeli chodzi o moje byłe plany odnośnie odchudzania.... to była jedna wielka klapa.... wystarczyło, że popsułam raz a wszystko się posypało.... Chyba dlatego przestałam pisać, nie miałam już do tego siły, chciałam zrobić tylko chwilę przerwy, pozbierać się a nie było mnie tak długo. Zazwyczaj zamartwiam się w samotności, ale kilka razy nie wytrzymałam i miałam załamanie psychiczne przy moim chłopaku. Płakałam, żaliłam się, a on nie mógł tego zrozumieć, dla niego jestem piękna taka jaka jestem ale ja nie potrafię siebie zaakceptować, próbowałam ale nie potrafię. Muszę się wystrzegać takich sytuacji, przynajmniej przy nim udawać, że jest ok. Bardzo go kocham, a wiem że go ranię tak się zachowując. A nie mogę go stracić, w piątek będzie nasza pierwsza rocznica, jest dla mnie ogromnym wsparciem, bez niego załamałabym się kompletnie.
Obecnie ważę około 64 kg. Nie wiem dokładnie, przez całe wakacje nie stawałam na wadze, a co jeśli okaże się że jest jeszcze więcej?
Ostatnio coraz częściej zaglądałam na blogi i postanowiłam.... wracam, nie od jutra, nie za tydzień tylko dzisiaj! Co prawda jeżeli chodzi o ćwiczenia to na razie za dużo nie pokombinuję bo w przyszłym tygodniu mam 3 egzaminy, ale tak mi to wszystko nie chce wchodzić do głowy.... Próbuję się uczyć, ale co chwilę łapię się na tym, że myślę o czymś innym, podziwiam ludzi którzy tak po prostu potrafią siąść i się nauczyć.
W tym roku będę miała trochę więcej pieniążków niż wcześniej, bo nie palę już normalnych papierosów. Zainwestowałam w e-papierosa i wydaję dużo mniej, a na dodatek nie śmierdzę i podobno są mniej szkodliwe niż normalne. I mój chłopak będzie pracował jeżeli uda mu się to pogodzić z planem. Co prawda tylko dwa dni w tygodniu i nie będzie dużo pieniążków ale zawsze to coś. Może uda mi się go namówić na siłownie, będzie to dla mnie większą motywacją żeby ćwiczyć i chodzić tam regularnie. Tylko boję się że zacznie się nadmiernie przeciążać, a już dwa razy miał operację na przepuklinę pachwinową... Chcieliśmy też regularnie zacząć chodzić na tenisa, ale w zimie jest to drogie i tygodniowo kosztowałoby to nas ok 120 zł a niestety nie stać nas na taki wydatek :(
Nie mam jakiegoś konkretnego plany na odchudzanie, wiem że to wszystko będzie zależało od mojego planu, czy będę miała czas zjeść w domu czy cały czas będę na uczelni. Musiałam zmienić stancję i będę mieszkać w pokoju dwuosobowym. Będę rzadziej spędzać całe dnie (i noce) z moim P., ale dzięki temu nie będzie widział też dokładnie ile jem. Będę też miała dużo bliżej na uczelnię, niecałe 10 min spacerkiem. Wiem, że gdybym mieszkała dalej to mogłabym więcej spacerować, ale i tak pewnie bym jeździła autobusami a przynajmniej w zimie, albo dlatego że za późno wstałam i na piechotkę nie zdążę. No i muszę zacząć regularnie ćwiczyć, bardzo spodobała mi się pierwsza płyta Ewy Chodakowskiej, mimo że ćwiczyłam z nią tylko raz. Mam też trzecią, ale jeszcze jej nie włączałam, drugą niestety przegapiłam.
Muszę też całkowicie zrezygnować ze słodyczy, niby zje się niedużo, a tyle zgubnych kalorii... Tak wogóle to nie wiem czy będę je liczyć, na razie postaram się ograniczyć ilość tego co jem, na razie nie czuję sięjeszcze silna na taką szczegółową kontrolę....