sobota, 17 marca 2012

kolejny dzień zmagań

Dzisiaj pobiłam samą siebie. Mało, mało malutko. Chociaż nie jest idealnie bo mogłam zjeść coś np mniej kalorycznego niż smażony kotlet sojowy, ale równie dobrze mogłam zjeść ich np więcej.

A więc bilans dnia na dzisiaj:
Serek wiejski z rzodkiewką  - 116,5 kcal
Trochę rosołu z makaronem  - 149 kcal
Kotlet sojowy                       -   78 kcal
Marchew                              -   12 kcal
Brokuły                                -   27 kcal
Brukselka                             -   18 kcal
(wszystkie warzywa na parze)

Co daje piękną sumę 400,5 kcal:) no i do tego kawa i 2 herbatki zielone, i woda, woda, woda.... :)
Jeżeli chodzi o ćwiczenia, to zaczynam się poprawiać, jeździłam 70 min na rowerku (taka piękna pogoda, nie można było tego zmarnować) i zrobiłam 50 brzuszków.
I spacery:)

To już piąty dzień mojej diety, i z każdym dniem jest coraz lepiej:) nie mogę się doczekać aż stanę na wagę, żeby sprawdzić rezultaty. No i muszę też zainwestować w miarkę żeby sprawdzać wymiary.
Kupiłam sobie dziś peeling do ciała oraz Slim Extreme 3D Termoaktywne Serum wyszczuplające z Eveline, mam nadzieję że przyniesie efekty, bo grzeje jak w piecu :D
Szkoda że na rower będę mogła wsiąść dopiero za jakieś trzy tygodnie jak przyjadę do domu na święta, bo tam gdzie studiuję nie miałabym go gdzie trzymać a jutro już powrót....

 Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego chcę być szczupła, dlaczego trzymam się takiej restrykcyjnej diety. Mogłabym chudnąć powolutku, nieznacznie obniżając kalorie. Równie dobrze mogłabym nie robić nic, osoby z większą wagą od mojej czują się dobrze w swoim ciele.

Wszystko zaczęło się w podstawówce, dojrzewanie, rosną cycki. Byłam wtedy szczupła, ale rozwijałam się dużo szybciej niż koleżanki (czyt. duże cycki - winie za to moje babcie). Oczywiście koledzy zaczęli zwracać na to uwagę. Oczywiście nie w sposób dyskretny, z daleka, czy docinając mi. Bezczelnie mnie obmacywali, nic nie pomagało, krzyki, groźby, liście w twarz. Byłam zamknięta w sobie, nikomu o tym nie powiedziałam, dusiłam to w sobie. Potem mój brat. Na szczęście do niczego nie doszło. To było w 1 gimnazjum, zaczął mnie obmacywać, rozbierać, zachęcał żebym się dla niego rozbierała. Namawiał mnie też do seksu, ale na szczęście nigdy do tego nie doszło. Czułam się strasznie źle, nie wiedziałam jak to wszystko skończyć. W efekcie zaczęłam to wszystko zajadać, w drugiej gimnazjum przytyłam 20kg, mimo że cały czas, od kilku lat miałam regularny kontakt ze sportem.
No i rodzice - zawsze mi mówili nie jedz tego, tamtego, przytyjesz, coś Ci brzuch bardziej sterczy, a kiedy przytyłam to się zaczęło -gruba świnio itp itd. Popadłam w kompleksy nienawidzę samej siebie.
Do tej pory nieudane związki z mężczyznami- jeden wykorzystał i zostawił, potem przespałam się z kolesiem, który się mną zainteresował - byłam przekonana że do niczego innego sięnie nadaję, facetom potrzebna jestem tylko do zaspokajania potrzeb.
Potem nadszedł pierwszy stały związek, myślałam że jestem coś warta, można mnie kochać - okazało się że facet mnie zdradza.

To wszystko sprawiło, że chcę się zmienić, chcę się sobie podobać, a przy okazji i innym. Nie chcę, żeby jedyne co we mnie widzieli to duże cycki.
Teraz jestem w związku od pół roku i jestem szczęśliwa, ale nadal niezadowolona z mojego wyglądu. Mogłabym się nie zmieniać, mój chłopak powtarza, że dla niego zawsze będę piękna, ale akceptuję to że chcę się zmienić mimo iż twierdzi że to mi nie potrzebne. Ale ja się boję. Boję się że kiedyś spotka jakąś piękną, szczupłą pannę i pomyśli - nie chcę być już więcej z tą grubą świnią. I mnie zostawi. Tego się boje w tym momencie najbardziej...

Przepraszam że zanudzam tym wszystkim, ale miałam potrzebę to z siebie wyrzucić. Nikomu nigdy o tym nie mówiłam.... Ale to wszystko we mnie siedzi, nie chce wyjść z mojej głowy, mam nadzieję, że będzie stopniowo znikać wraz ze zgubionymi kg...

Trzymajcie się i dziękuję za rady i słowa wsparcia :*


4 komentarze:

  1. A kiedy zaczęłaś się odchudzać?
    Bardzo szczery wpis. I...kurczę...współczuje Ci:( nie miałaś łatwo. Tym bardziej życzę Ci żeby wszystko się ładnie ułożyło i dieta się sprawdziła:)
    honestly-ok.blog.onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie Ci idzie. :)Na pewno się uda. Mogłabyś zrobić z boku rameczkę ze swoimi postępami, wzrostem itp. By odwiedzający mógł zobaczyć efekt twojej pracy na przestrzeni czasu, podczas którego się odchudzałaś. :) Masz miłego chłopaka, jeżeli jesteś z nim pół roku, a to już jest znaczące, możesz określić czy jest konsekwentny w swoich słowach. :)Pozdrawiam oraz życzę powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro mi, że masz takie doświadczenia :( dobrze, że masz teraz porządnego chłopaka, który Cię docenia. Ja nie lubiłam swojego biustu. Nie był co prawda za duży, ale i tak chciałam mieć mniejszy. Od diety na szczęście mi się zmniejszył. Co do kosmetyków Eveline, to już wiele dobrych opinii na ich temat słyszałam. Kupię je sobie, jak będę w Polsce. Jeszcze 2 prośby do Ciebie: mogłabyś po lewej stronie napisać swój wzrost? Pisałaś już, że podasz wagę, ale jeszcze wzrost jest ważny. I czy mogłabyś dodać listę z blogami, które śledzisz? Będę Cię odwiedzać, komentować i wspierać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To straszne jakie masz wspomnienia... Bardzo mi przykro. Jak czytałam ten post to przypomniały mi się moje czasy gimnazjum. Jednak one były weselsze niż Twoje, dopiero później moje życie się bardziej skomplikowało. Czy rodzice wiedzą, co Twój brat robił?
    Doskonale Cię rozumiem w sprawie związku. Mam takie same odczucie. Boję się, że kiedyś jakaś "długonoga wychudzona blondynka" stanie przed moim facetem i go po prostu zabierze... To głupie myślenie, bo wiem, że mnie kocha, ale z drugiej strony ciężko po prostu te myśli z siebie wyrzucić. To nie takie łatwe, jakby się wydawało. Najgorsze jest to, że ranie nie tylko siebie, ale także jego myśląc w ten sposób...
    Powodzenia i głowa do góry, przed Tobą dużo pracy! Sukcesów!

    OdpowiedzUsuń